Pierwszą spalarnię śmieci uruchomiono w Sztokholmie równo sto lat temu. A dziś największy udział w szwedzkim bilansie energetycznym mają nie ropa i gaz, tylko biopaliwa pochodzące głównie z odpadów. Dają one też więcej energii niż energetyka wodna i atomowa łącznie, chociaż obydwie gałęzie są równie dobrze rozwinięte.

Biomasa, czyli rośliny oraz odpady roślinne i zwierzęce (także ludzkie), używana jest powszechnie w produkcji prądu i ciepła. Wykorzystuje się ją jako środek napędowy w transporcie i surowiec w przemyśle. Prawie wszystkie szwedzkie miasta ogrzewają centralnie elektrociepłownie spalające śmieci lub wytwarzany z nich biogaz.

Ekologiczne miasta

Sztokholm otrzymał – jako pierwsze miasto Unii Europejskiej – tytuł ekologicznej stolicy Europy. Ekspertom i turystom odwiedzającym z tej okazji miasto pokazuje się z dumą dzielnicę Przymorze (Sjöstad). Jest to właściwie kilkudziesięciotysięczne miasto, które ma być wkrótce energetycznie samowystarczalne. Śmieci z gospodarstw domowych i ścieki trafiają do położonej na jego krańcach oczyszczalni, gdzie przetwarzane są na paliwo spalane w elektrociepłowni (400 MW) na drugim krańcu osiedla.

Potężne pompy cieplne elektrowni pobierają ponadto ciepło z zimnych skądinąd wód kanału łączącego morze z jeziorem Melar, nad którym leży stolica, wykorzystując do tego celu nocne nadwyżki taniej energii. Wszystko to dzieje się w odległości zaledwie 4 km od centrum Sztokholmu na dawnych terenach przemysłowych i portowych.

Zamiast benzyny olej z frytek

Szwedzi wykorzystują śmieci – w połączeniu z odpadami rolniczymi i specjalnie uprawianymi roślinami energetycznymi – również do produkcji napędowego biogazu. Szwedzki minister ochrony środowiska Anders Carlgren zapowiedział, że do 2020 r. Szwecja wyeliminuje ropę w urządzeniach napędowych, zastępując ją biopaliwami lub energią elektryczną. Eksperci tego nie podważają, są tylko sceptyczni w kwestii terminu i ostrożnie podają 2030 r. Samochody na biopaliwo (etylen i gaz) stały się w Szwecji tak popularne, że produkcja tego paliwa nie nadąża za popytem.

Cały artykuł można przeczytać na stronie tygodnikaPolityka