Czy można jeszcze odrobić błędy popełnione przez rządy podczas kryzysu finansowego i zmusić sektor finansowy do prawdziwej przejrzystości rachunków i ryzyk? Próbował to uczynić Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA). I się nie powiodło. Wyniki testów odporności, które miały przywrócić zaufanie do europejskich banków, nie zdołały nikogo przekonać.

Liczby podane przez EBA nie są, jak się zdaje, w pełni adekwatne do rangi wyzwania. Na 90 badanych europejskich banków tylko osiem (jeden austriacki, dwa greckie i pięć hiszpańskich) nie spełniało wymogów: wskaźnika wypłacalności dla funduszy podstawowych na poziomie co najmniej 5%. Według EBA potrzebują one dodatkowych środków szacowanych na 2,5 miliarda euro. Muszą przedstawić w terminie trzech miesięcy plany rekapitalizacji.

Jeśli zatem wierzyć EBA, w samym środku kryzysu, przy olbrzymim zagrożeniu rozprzestrzenieniem się epidemii na całą strefę, potrzeby rekapitalizacyjne europejskiego systemu bankowego wynoszą 2,5 miliarda euro! Czyli mniej niż w roku ubiegłym, kiedy domagał się on od banków szybkiego zgromadzenia 3,5 miliarda euro. EBA tłumaczy to tym, że już sama perspektywa obowiązkowego poddania się kolejnym testom odporności skłoniła banki do działania. Od stycznia do marca zgromadziły w celach rekapitalizacyjnych ponad 60 miliardów euro.

Jeśli stopień ryzyka jest rzeczywiście taki, jak się go przedstawia, to czym tłumaczyć kolejne plany oszczędnościowe w całej Europie, idące w setki miliardów plany ratunkowe? Skąd tyle napięć i obaw na rynkach finansowych, nalegań i wezwań, w tym ze strony Chin i Stanów Zjednoczonych, do opanowania sytuacji?

Według szacunków agencji ratingowej Standard & Poor’s w razie znacznego wzrostu stóp i ostrego spowolnienia gospodarki europejskie banki będą potrzebować dodatkowo 250 miliardów euro. Z kolei Goldman Sachs prognozował, że po testach odporności europejskie banki będą musiały zgromadzić co najmniej 29 miliardów euro.

Różnice ocen dowodzą ciągłego braku przejrzystości sektora bankowego i uwidaczniają fundamentalny błąd, jaki popełnił EBA przy przeprowadzaniu omawianych tu testów. Otóż starał się on oszacować stopień ryzyka, pomijając zagrożenie, które powoduje właśnie destabilizację strefy euro i, gdy spojrzeć na to szerzej, światowego systemu finansowego – groźbę rosnących długów publicznych i możliwość bankructwa któregoś z krajów strefy euro.

EBA obiecał sobie jednak, że nie dopuści ponownie do porażki poniesionej w ubiegłym roku: trzy tygodnie po pomyślnym przejściu testów dwa irlandzkie banki zbankrutowały. Wszystkie reguły zostaną zaostrzone – zapowiada urząd. W zarysowanym przez siebie katastroficznym scenariuszu – mało prawdopodobnym, jak twierdzi – urząd przewiduje dwuletnią recesję, wysoką stopę bezrobocia i zastój w sektorze nieruchomości. Jak to podkreśliły miejscowe gazety, Hiszpania wyszła już poza ten scenariusz ze swoją trwającą od blisko trzech lat recesją gospodarczą, stopą bezrobocia powyżej 23% i bańką nieruchomościową, która doprowadziła do spadku aktywów w tym sektorze średnio o co najmniej 40%.

Niedoszacowanie wskaźników gospodarczych to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Bo EBA musiał się ugiąć pod dyktatem europejskich rządów i Europejskiego Banku Centralnego: państwo strefy euro nie może z zasady stać się niewypłacalne. Nie ma więc potrzeby sprawdzać w drodze testu takiego założenia i skutków, jakie niesie ono dla banków.

Można się domyślać, co skłoniło EBC do wydania takiego rozporządzenia: obligacje skarbowe są uważane za najpewniejsze papiery wartościowe, za główny filar kapitałów własnych banków i ubezpieczeń, za filar systemu finansowego. Jeśli okażą się one nie do końca bezpieczne, całemu sektorowi bankowemu grunt osunie się pod nogami. Nie ma już mocnego punktu podparcia dla twórczości walutowej, Archimedes nie poruszy już Ziemi.

Niestety zasady nie zawsze współgrają z rzeczywistością. Mimo licznych planów oszczędnościowych i pomocy Europy oprocentowanie dziesięcioletnich obligacji tych trzech krajów wynosi od 13% (w przypadku Irlandii) do 16% (w przypadku Grecji). Epidemia dociera teraz do środkowej strefy euro: stopy włoska i hiszpańska przekroczyły w tym tygodniu 6%, co uznano za krytyczny próg dla tej waluty – powyżej tych wartości uruchamia się niebezpieczny mechanizm.

Zdając sobie sprawę z niewielkiej wiarygodności testów, EBA próbował ratować twarz. Poprosił wszystkie banki o opublikowanie w formie załącznika szeregu danych po to, by każdy mógł wyrobić sobie pogląd na temat stopnia ich zagrożenia. Niemiecki bank regionalny Helaba zaprotestował przeciwko naruszeniu konkurencji i odmówił udziału w tej operacji. Równie krytyczne stanowisko zajęła w tej sprawie niemiecka federacja banków, uznając, że tego rodzaju przejrzystość nie sprzyja przywróceniu zaufania.

Dziś taka krytyka to przejaw skrajnej obłudy, ponieważ mówiąc o negatywnych skutkach przejrzystości, banki dogadują się między sobą. Od paru tygodni rynek międzybankowy ulega niepostrzeżenie zamrożeniu. Banki odmawiają pożyczek instytucjom finansowym, które wydają się im najbardziej zagrożone. Nie chcą pożyczać nie tylko bankom greckim, portugalskim i irlandzkim – zmuszonym do szukania wsparcia ze strony EBC i własnych banków centralnych – lecz rownież niektórym bankom hiszpańskim, regionalnym bankom niemieckim i innym, takim jak belgijska Dexia.

Komisja Europejska wyraża niepokój w związku z opublikowaniem wszystkich tych danych: „Nie wolno nie doceniać ryzyka polegającego na wykorzystaniu ich przez analityków do przeprowadzenia na bankach własnych testów odporności", czytamy w poufnym dokumencie europejskim cytowanym przez Bloomberga. „Wyniki przedstawione przez urząd regulacji mogłyby zostać podważone przez testy rynkowe”.

Niepokój jest usprawiedliwiony, ale jest on jedynie skutkiem wyborów dokonanych przez europejskie rządy. Nie godząc się na zobligowanie banków do zachowania przejrzystości i czyszczenia bilansu – co może spowodować restrukturyzację czy wręcz zamknięcie niektórych z nich – rządy oddały się dobrowolnie w ręce rynków. Upierając się przy tym, dały pole do popisu spekulantom. Zaczną się wielkie porządki. 21 lipca na nadzwyczajnym posiedzeniu europejskie rządy zasmakują znowu gorzkich owoców kapitulacji wobec świata finansów.