Wzrost rentowności obligacji hiszpańskich i włoskich (w przypadku hiszpańskich przekroczyła ona 403 punkty bazowe w stosunku do bonów niemieckich i na koniec dnia osiągnęła poziom 380) sprawił, że 2 sierpnia oba kraje znalazły się w sytuacji alarmowej.

Kryzys polityczny wywołany przez niekończące się kary wymierzane przez rynki finansowe sprawił, że José Luís Rodriguez Zapatero rozpoczął konsultacje z opozycją. Ich tematem są sposoby zatrzymania gwałtowanego spadku wypłacalności Hiszpanii i złagodzenia niepokoju, jaki wywołują spekulacje na temat ewentualnego udzielenia jej pomocy, co zresztą Bruksela już zdementowała.

Nieustanne działania rynków wymierzone w Madryt i Rzym stawia pod znakiem zapytania przyszłość całej strefy euro, zupełnie bezbronnej i pozbawionej politycznych rozwiązań potrzebnych do powstrzymania ataków spekulantów.

Mimo że diagnoza została już postawiona, Europie nadal nie udało się przezwyciężyć najpoważniejszych konsekwencji kryzysu greckiego i nie ma nawet na podorędziu jednolitych rozwiązań gospodarczych, po które mogłaby sięgnąć. Tymczasem wprowadzenia drastycznego planu oszczędnościowego sprawia, że Hiszpania i Włochy znalazły się w błędnym kole.

Im większe cięcia się im narzuca, tym bardziej lecą w dół ich prognozy wzrostu gospodarczego. A bez wzrostu, z czego zdają sobie sprawę inwestorzy, trudno jest zwrócić dług. W związku z tym wzrasta koszt jego obsługi, co jednocześnie ogranicza i tak już mizerne skutki podjętych działań zaradczych. I dzieje się tak do czasu, aż okazuje się, że pomoc [z zewnątrz] jest niezbędna.

Sierpień będzie miesiącem ciężkiej próby dla obu wspomnianych krajów. Inwestorzy nie docenili efektu przyspieszonych wyborów (odbędą się w Hiszpanii w listopadzie), ponieważ te są kwestią marginalną w porównaniu do wymienionych wcześniej czynników gospodarczych, takich jak rachityczne możliwości wzrostu gospodarczego (hiszpańskie PKB zwiększy się w tym roku, przy sprzyjających okolicznościach, o 0,7 %), zastój gospodarki światowej (wyraźnie widoczny w przypadku USA) i fatalne zarządzanie polityczne kryzysem w Europie.

Dżuma czy cholera

Ani Niemcy, ani EBC nie zdołały sformułować szczegółowych kryteriów reformy finansów przedstawionych na ostatnim szczycie unijnym. Tymczasem Europa osuwa się coraz bardziej w nieodwracalną recesję. Jeśli Włochy i Hiszpania, trzecia i czwarta gospodarka strefy euro, musiałyby przyjąć plan ratunkowy, oznaczałoby to totalną klęskę wspólnego pieniądza.

Margines działań rządu Hiszpanii ogranicza się do wyboru mniejszego zła. Jeśli rentowność obligacji nie spadnie, rosnący koszt obsługi długu sprawi, ze nie będą możliwe jakiekolwiek działania polityczne. Odnowa gospodarcza jest trudna nawet przy różnicy przekraczającej 100 punktów bazowych, przy 400 nie można wyjść z zastoju, stworzyć nowych miejsc pracy i obniżyć w wyraźny sposób bezrobocia.

Rygorystyczną odpowiedzią (proponowaną przez MFW) byłoby przedstawienie Europie i rynkom planu dodatkowych cięć budżetowych o wartości 2 % PKB. Jednak taka decyzja wpłynęłaby na wzrost w taki sam sposób, jak zaciśnięcie pętli na szyi wywołane drastycznym wzrostem kosztów obsługi finansowej. Oznaczałoby to brak ożywienia gospodarczego przez najbliższe pięć lat.

Kości zostały rzucone: skoro recepty ortodoksyjne nie przynoszą pozytywnych skutków trzeba poszukać nowych rozwiązań, takich jak szybkie i zdecydowane działanie EBC (skup obligacji hiszpańskich i włoskich) oraz zatwierdzenie zadłużenia europejskiego, które zastąpiłoby zadłużenia krajowe..