Góry czasami rodzą myszy, ale kobiety... One rodzą tylko małe aniołki! Malusieńkie paluszki, brzoskwiniowa cera i trzy włoski na krzyż. Kiedy młodzi rodzice trzymają w ramionach te „maleńkie kapustki” (jak mawiają pieszczotliwie Francuzi), to nie ma większego skarbu na świecie.

Włosi, romantycznie, znajdują dzieci w kapuście: I bambini nascono sotto i cavoli. Dzięki Ci Matko Naturo! Ta dość dziwna koncepcja znajdowania niemowlaków na polach zawędrowała i do Francji, gdzie mówi się, że dziewczynki rodzą sie „w różach”. Mit o bocianie pozostawił również wyraźny ślad na europejskich polach, tym razem lingwistycznych. Na przykład w Niemczech, tam zachodzi się w ciążę od jego dziobnięcia (Vom Storch gebissen). Bajki o tym ptaku nie powinny być w smak kobietom, przecież to one wykonują całą pracę, by powstały z nasiona owoc przyszedł na świat.

Hiszpanie, bardziej przyziemni, zrozumieli wszystko! Tener un bombo!, oznacza zwyczajnie „być w ciąży”, ale dosłownie – „mieć bęben”. I to duży bęben. Odgłosy dochodzące z jego wnętrza, a i to, co się tam w środku dzieje, porównywane jest do pieczenia drożdżowego ciasta: to have a bun in the oven, mawiają Anglicy.

Niemcy, mięsożerni, wolą od delikatnego chleba kawałek pieczonego mięsa: einen Braten in der Röhre haben. Na koniec, inne francuskie sformułowanie, wyrażające sekret, czasami nieszczęście, w każdym razie niespodziankę, gdyż trouver un polichinelle dans le tiroir (czyli znaleźć poliszynela w szufladzie), to po prostu dowiedzieć się (ku wielkiemu zaskoczeniu), że jest się w ciąży („en cloque!”).

Raz na zawsze, dziecko wypchnięte z brzucha matki na ten najpiękniejszy ze światów, jest również, a może przede wszystkim, dawcą światła, nadzieją dare alla luce, jak powiadają Włosi. Paplanina poliglotów milknie więc wobec milczenia zachwyconych rodziców.

Jane Mery (tłum. Marta Dervin)