Jeszcze kilka lat temu kraje latynoamerykańskie podpisałyby w ciemno każde porozumienie o wolnym handlu podsunięte im przez Brukselę. Ale dziś Unia Europejska, choć nadal pozostaje najważniejszym partnerem handlowym (za 43% inwestycji w Ameryce odpowiadają podmioty europejskie) krajów skupionych we Wspólnocie Ameryki Łacińskiej i Karaibów (CELAC), nie ma już po drugiej stronie Atlantyku dawnej siły przebicia.

Najlepszym tego dowodem był zakończony 28 stycznia w Santiago de Chile szczyt CELAC i Unii Europejskiej, w którym wzięli udział przywódcy 60 krajów. Priorytetem dla unijnej delegacji było podpisanie układu o wolnym handlu z państwami Mercosur (Wspólny Rynek Południa, do którego należą Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj, Wenezuela).

Plan spalił na panewce, bo okoniem stanęła prezydent Argentyny Cristina Kirchner, która nie omieszkała dać do zrozumienia, że porozumienie o wolnym handlu mogłoby zaszkodzić argentyńskiemu przemysłowi, a także samym Argentyńczykom.

Argentyńska prezydent nie zmieniła stanowiska mimo nacisków takich państw jak Chile, Brazylia czy Kolumbia. Jej upór kanclerz Niemiec Angela Merkel skwitowała dyplomatycznie: „jesteśmy zaniepokojeni protekcjonistycznymi praktykami niektórych krajów”.

Europa ma prawo się denerwować postawą władz w Buenos Aires. W ostatnich kilku miesiącach Argentyna (i Boliwia) znacjonalizowały bowiem kilka spółek energetycznych, w których udziały miały firmy europejskie (przede wszystkim hiszpańskie).

Sęk w tym, że i Europa nie jest bez winy. Kraje latynoamerykańskie od dawna protestują przeciwko subwencjonowaniu unijnego rolnictwa, co utrudnia eksport żywność amerykańskich płodów rolnych do Europy. Najwięcej na tym tracą rolnicze potęgi, jakimi są Brazylia i Argentyna.

Na szczęście dla europejskich koncernów, w przyjętym na szczycie planie współpracy na lata 2013 – 2014, znalazł się zapis o zabezpieczeniu i ochronie europejskich inwestycji w Ameryce. Ponad to oba bloki zobowiązały się do zacieśnienia kooperacji w nauce, ochronie środowiska, integracji regionalnej, migracji, edukacji, zwalczaniu handlu narkotykami, a także kwestii równouprawnienia kobiet.

Mimo tych niezaprzeczalnych sukcesów, trudno oprzeć się wrażeniu, że spodziewanego przełomu nie było i podobnie jak trzy lata temu, w Santiago de Chile więcej padło miłych słów i obietnic niż konkretów, a oficjalne hasło szczytu „apuntando alto”*… mierzyło nieco za wysoko.

  • mierząc wysoko