W ostatnich kilku miesiącach nieduża Mołdawia wyrosła na lidera unijnego programu „Partnerstwo wschodnie”. „To kraj, który czyni największe postępy w zbliżaniu się z Unią Europejską spośród państw „Partnerstwa wschodniego” (uczestniczą w nim także Ukraina, Białoruś, Azerbejdżan, Armenia i Gruzja)”, chwalił władze w Kiszyniowie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

W dużej mierze komplementował również swoje wysiłki. To on wraz z szefem szwedzkiej dyplomacji Carlem Bildtem pojechał na początku grudnia ubiegłego roku do mołdawskiej stolicy z trudną misją przekonania tamtejszych polityków do obrania proeuropejskiego kursu po wyborach, w których nie było zdecydowanych zwycięzców.

Polsko-szwedzka oferta przebiła wówczas propozycje Rosji, a nowo powstały koalicyjny rząd postawił na integrację z Brukselą. To szef polskiej dyplomacji zaczął wprowadzać kiszyniowskich polityków na światowe salony. W maju minister spraw zagranicznych Mołdawii Iurie Leanca uczestniczył 20 maja w spotkaniu Trójkąta Weimarskiego (forum współpracy Polski, Francji i Niemiec) w Bydgoszczy.

„Zapraszając Mołdawię na spotkanie Trójkąta, Polska pomogła jej w dotarciu ze swoim przekazem do dwóch najważniejszych państw Wspólnoty”, komentowała tę decyzję dr Beata Wojna z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Kilka dni później pełniący obowiązki prezydenta, a zarazem przewodniczący mołdawskiego parlamentu Marian Lupu rozmawiał w Warszawie z prezydentem USA Barackiem Obamą. Efektem tych rozmów było powołanie wspólnej polsko-amerykańskiej grupy roboczej, która ma wspierać przemiany demokratyczne w Mołdawii.

Również pod koniec maja polski Sejm zdecydował o utworzeniu Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Mołdawii. Jego zadaniem będzie „ rozwijanie i umacnianie” przyjaźni oraz współpracy między obydwoma krajami. To, co zrazu wyglądało na przelotny flirt, coraz bardziej zaczyna przypominać dojrzały związek, w którym obaj partnerzy doskonale wiedzą, czego chcą. „Mołdawia stała się pupilkiem Unii Europejskiej”, podkreśla Maria Przełomiec, ekspertka od spraw wschodnich i autorka telewizyjnego programu „Wschód”, a zaznacza przy tym, że dla Brukseli maleńkie państewko położone między Wschodem a Zachodem jest idealnym partnerem.

Chętnie i gorliwie wypełnia unijne zalecenia, rozwija się w tempie ponad 6 procent rocznie, a ponad 50% siły roboczej już pracuje w krajach unijnych. Ewentualna liberalizacja reżimu wizowego, o co podczas swojej prezydencji w Unii będzie zabiegać Polska, nie będzie więc dla Paryża czy Berlina takim wstrząsem, jakim z pewnością byłoby zniesienie wiz dla obywateli kilkadziesiąt razy większej i liczniejszej Ukrainy.

Warszawa postrzega Kiszyniów jako ważny przyczółek i tamę dla rosyjskich wpływów w Europie Wschodniej, zwłaszcza po wyborczej klęsce „pomarańczowych” na Ukrainie. A także wzór do naśladowania dla innych krajów „Partnerstwa”. „Zmiany w Mołdawii są tak duże, że kraj ten może być traktowany jako przypadek modelowy”, przyznaje dr Beata Wojna.

Minister Radosław Sikorski idzie o krok dalej: „Mołdawia może stać się dla ‘Partnerstwa wschodniego’ tym, czym Polska była kiedyś dla Europy Środkowo-Wschodniej – lokomotywą rozwoju i reform”. Nie przypadkiem na liście zatwierdzonych przez rząd w tym tygodniu (30.05-3.06) priorytetów polskiej prezydencji Mołdawia wymieniana jest w jednym rzędzie z Ukrainą.

Już teraz, między innymi dzięki zabiegom polskiej dyplomacji, władze w Kiszyniowie otrzymują z Brukseli roczne wsparcie w wysokości 2,5 mld euro, czyli 23 euro w przeliczeniu na głowę mieszkańca. Takie środki Polska otrzymywała tuż przed wstąpieniem do Unii. Podczas swojego przewodnictwa Warszawa będzie starała się je przynajmniej utrzymać na obecnym poziomie. Na tym jednak nie koniec. Inwestycje unijne w Mołdawii już przekroczyły sumę miliarda dolarów, ostatnio polska firma KSC kupiła cukrownię w mołdawskiej Cupcini.

Podobnych inwestycji może być więcej. W planach polskiej prezydencji jest podpisanie porozumienia o wolnym handlu z Mołdawią. Te ambitne cele, jak podkreślają eksperci, mogą wziąć w łeb z dwóch powodów: kryzysu finansowego w strefie euro, który może zdominować polską prezydencję i/ lub kolejnego kryzysu w Kiszyniowie i utraty władzy przez proeuropejską koalicję.

Oba scenariusze grożą w najlepszym razie wstrzymaniem procesu integracji, a w najgorszym powrotem Mołdawii na autorytarną ścieżką, którą dziś kroczy Białoruś. Osłabiłoby to wschodnią flankę Unii, zrujnowało polskie plany budowania przeciwwagi dla wpływów Rosji w regionie i całkowicie zdyskredytowało program „Partnerstwo wschodniego”. Na to ani Polska, ani Unia nie może sobie dziś pozwolić.