Zimna wojna trafiła do podręczników historii, a ZSRR, który rozpadł się dwadzieścia jeden lat temu, to temat muzealnych wystaw… Kraje bloku komunistycznego nie mają już nic wspólnego ze swoim niegdysiejszym wrogiem i można śmiało orzec, że w 2012 r. Rosja nikomu już nie zagraża. Stąd pewna pogarda, z jaką Europejczycy z Zachodu traktują podejście do tych spraw współobywateli z Europy Wschodniej – uważają, że ich stosunek do Rosji nacechowany jest manią prześladowczą.

A przecież w przededniu wyborów prezydenckich w Rosji, w wyniku których – co nie będzie dla nikogo zaskoczeniem – premier Władimir Putin powróci na Kreml – przewodniczący komisji spraw zagranicznych parlamentu estońskiego Taavi Roivas zwrócił niedawno uwagę, że „jednym z powodów, dla których Estonia z takim zapałem wprowadziła euro, było to, że pozwalało jej to wydobyć się w nieco większym stopniu spod rosyjskich wpływów”.

Czy tego chcemy, czy nie, Rosja jest dla Europy partnerem, którego nie da się pominąć i którego nie wolno nie doceniać. Już dziś jest głównym dostawcą gazu dla UE, a po uruchomieniu gazociągów South Stream i Nord Stream jej pozycja jeszcze się pod tym względem umocni. To kraj, skąd wywodzi się wielu posiadaczy ogromnych fortun, którzy zainwestowali w europejski biznes (piłka nożna, kasyna, media, itd.) I jeden z wierzycieli UE…

Spodziewany powrót Putina do steru władzy może tylko wzmocnić pozycję kraju. Władimir Władimirowicz będzie miał szansę zrealizować niektóre zapowiadane w ostatnich latach projekty, takie jak utworzenie do 2015 r. unii euroazjatyckiej, liberalizacja przepisów paszportowych obowiązujących współobywateli, dozbrojenie armii… Wiele wskazuje na to, że w nadchodzących latach niczego się nie da zrobić bez Moskwy. Ani wewnątrz UE, ani w jej bliskim sąsiedztwie. Wielce wymowny jest pod tym względem przypadek Syrii – stanowcza rezolucja ONZ spotkała się z chińsko-rosyjskim wetem.

Europejczycy są niejako współuczestnikami kremlowskiej taktyki „dziel i rządź”, przedkładając, na przykład, narodowe interesy energetyczne ponad interesy wspólnotowe lub reagując w sposób mało skoordynowany na prawdziwe bądź domniemane groźby Moskwy.

„Rosja jest nieodłączną, organiczną częścią Europy i europejskiej cywilizacji. Nasi obywatele uważają się za Europejczyków. […] To dlatego właśnie Rosja proponuje utworzenie wspólnego obszaru gospodarczego i humanitarnego, od Atlantyku po Pacyfik, wspólnotę pod nazwą Unia Europy”, zapowiedział pod koniec lutego w tekście zamieszczonym przez Ria Novosti Putin.

Wobec takich ambicji Europa, po spodziewanej reelekcji Putina, powinna raczej liczyć z Rosją ambitną, potrafiącą swoje ambitne cele zrealizować. Lepiej więc wyzbyć się nieufności i wzgardy wobec niej i traktować ją nie jako zagrożenie, lecz jako równoprawnego partnera.