„Europa jest rozległym kontynentem”, stwierdził w tym tygodniu brytyjski dziennikarz w gazecie The Independent. Zapomnieliśmy o tych geograficznych realiach, ponieważ samolot zastąpił nam samochód i pociąg. W związku z liberalizacją transportu powietrznego i rewolucją, jaką przyniosły tanie linie lotnicze, od kilkunastu lat podróżowanie po Europie stało się łatwiejsze, szybsze i przede wszystkim mniej kosztowne. Bez względu na to, co myślimy o niektórych praktykach Ryanair i EasyJet, linie te uczyniły w pewnym sensie więcej dla wymiany osobowej na naszym kontynencie niż wielkie instytucjonalne projekty i rozszerzenie Unii. Przyczyniły się do powstania nowego stylu życia. I oto nagle zagroził mu wulkan Eyjafjöll.

Podczas tygodniowej blokady ruchu powietrznego uświadomiliśmy sobie, jak bardzo nasze społeczeństwa są od niego zależne. Odkryliśmy również, że do niektórych regionów Europy, zwłaszcza na wschodzie, nie jest wcale łatwo dotrzeć drogą lądową – samochodem czy koleją. Zdaliśmy sobie również sprawę z korzyści ekologicznych wynikających z ograniczenia lotów, poszły za nim zmniejszenie natężenia hałasu i emisji CO2.

Rozwój „Europy obywateli” w dużej więc części ma za podstawę środek transportu, który po pierwsze – zatruwa środowisko, po drugie – jest nieegalitarny, ponieważ nie wszyscy mogą zeń korzystać, i po trzecie – jest niepewny. Jedna chmura może mu stanąć na drodze i zahamować działalność w wielu dziedzinach życia. Jeśli Europa chce sprostać swoim ambicjom społecznym, ekologicznym i politycznym, powinna się zastanowić nad jakimś nowym modelem przemieszczania się w przestrzeni.

Mogłaby na przykład pośpieszyć się z objęciem całego kontynentu siecią szybkich połączeń kolejowych, zgrać ze sobą działanie wielkich międzynarodowych lotnisk, by zracjonalizować i ograniczyć ruch lotniczy nad naszymi głowami, zdywersyfikować i jednocześnie skoordynować formy transportu towarów – drogą kolejową lub wodną. Sposobów jest wiele, najważniejsze jest jednak, by Europejczycy wspólnie zajęli się budową bardziej ekologicznej i silniejszej gospodarki.

Eric Maurice