Cover

„Dżungla”, takim mianem określało się nielegalne miasteczko uchodźców w Calais we Francji. Właśnie je zlikwidowano. W akcji uczestniczyły „specjalne oddziały francuskiej policji uzbrojone w miotacze płomieni, paralizatory i gaz łzawiący”, wspierane przez buldożery, które otoczyły „miasteczko brezentowych namiotów i szałasów z dykty”, gdzie powietrze przepełniał „smród gnijącego jedzenia i ludzkich nieczystości”, informuje na pierwszej stronie Daily Mail, zawsze gotowy donieść swym konserwatywnym czytelnikom o obrażających poczucie dobrego smaku manierach hord uchodźców pragnących wylądować na zielonych brzegach Albionu. Jak dotąd w Calais aresztowano 228 uchodźców, połowa z nich to dzieci, głównie z okupowanych przez Zachód Iraku i Afganistanu. Według organizacji humanitarnych większość zostanie odesłana do państw, w których przekroczyli granicę Unii Europejskiej, szczególnie Grecji. Likwidację osiedla zarządził francuski minister spraw wewnętrznych Eric Besson. Pretekstem było twierdzenie, że to tutaj grasują „handlarze ludźmi”. Po drugiej stronie kanału La Manche brytyjski minister spraw wewnętrznych Alan Johnson z „radością” powitał stanowczą akcję Francuzów. Tymczasem rzekome ofiary handlarzy ludźmi zdają się być odmiennego zdania. „Jesteśmy absolutnie zdeterminowani zacząć nowe życie w Anglii”, powiedział dwudziestodwulatek z Kabulu.