Piętnaście godzin „morderczych” negocjacji – tyle było trzeba, aby osiągnąć porozumienie w sprawie przyszłorocznego budżetu Unii Europejskiej. W minioną sobotę zapadła decyzja, że zwiększy się on tylko o 2% do 129 mld euro. Oznacza to – jak zauważa Dziennik Gazeta Prawna – że będzie to pierwszy w historii „realny spadek wydatków Brukseli”, albowiem wskaźnik inflacji wyniósł w październiku 3%. Ko misja Europejska i Parlament Europejski, które postulowały zwiększenie budżetu w przyszłym roku o 5%, musiały ustąpić pod presją krajów będących płatnikami netto.

„Bogate kraje postawiły na swoim”, pisze warszawski dziennik i jednym tchem wymienia członków zwycięskiego obozu. To Wielka Brytania, Holandia, Szwecja, Austria, Dania i Finlandia. Zabiegały one od dawna o realne zamrożenie wydatków Brukseli, argumentując, że Komisja nie może ich zwiększać, skoro wszyscy wokół oszczędzają. „Wynik negocjacji nad budżetem na 2012 r. może okazać się precedensem dla znacznie poważniejszych rokowań nad kolejną perspektywą finansową na lata 2014–2020”. DGP podkreśla to w konkluzji i informuje o już wyrażonej zapowiedzi Wielkiej Brytanii, wspieranej przez Francję i Niemcy – że ta nie zgodzi się na podniesienie wydatków powyżej poziomu inflacji. Nowa perspektywa finansowa Unii ma zostać przyjęta przed końcem przyszłego roku.