Po opublikowaniu przez organizację pozarządową European Digital Rights (EDRI) tajnego dokumentu grupy roboczej ds. opracowania projektu CleanIT, dotyczącego zwalczania terroryzmu w Sieci, ponownie rozgorzały dyskusje między zwolennikami bezpieczeństwa i orędownikami swobód w przekazie cyfrowym, pisze La Stampa.

Jak przypomina dziennik, projekt CleanIT zmierza do ograniczenia skutków użycia Sieci do celów terrorystycznych:

Około dwóch lat temu Komisja Europejska ogłosiła przetarg wartości 400 000 euro na projekt nazwany CleanIt, który miał zaowocować na początku 2013 r. listą zasad i procedur niezbędnych do nadzoru i likwidacji działań terrorystycznych w Internecie. Inicjatywa uzyskała silne wsparcie Holandii, po czym przystąpiło do niej dziewięć innych krajów: Niemcy, Austria, Belgia, Dania, Hiszpania, Grecja, Węgry, Wielka Brytania i Rumunia. Efektem końcowym miała być nie dyrektywa europejska, tylko zasady postępowania, które mogłyby zostać przyjęte w postaci dżentelmeńskich umów.

Ale wstępne konkluzje grupy roboczej przekazał jeden z członków zespołu organizacji EDRI, która opublikowała je na swojej stronie internetowej. EDRI oskarża CleanIT o „odstąpienie od pierwotnie ogłoszonych celów i od najbardziej podstawowych zasad charakteryzujących europejską demokrację i państwo prawa”. NGO krytykuje zwłaszcza propozycje zmierzające do ograniczenia dostępu internautów do stron uważanych za terrorystyczne oraz te, które dotyczą tworzenia w sieciach społecznościowych fikcyjnych tożsamości i wprowadzenia przez operatorów guzika pozwalającego na oznakowanie stron terrorystycznych. Szefowie projektu CleanIt szybko odpowiedzieli na te zarzuty, przypominając, że propozycje te są dopiero na etapie dyskusji, zauważa La Stampa.