Cover

Przed „trucizną w kontenerach”, które docierają do europejskich portów, ostrzega Le Monde. Francuski dziennik wyjaśnia, że na milion kontenerów rozładowanych w każdym tygodniu „od 5 do 20 proc. zawiera bardzo niebezpieczne, rakotwórcze albo neurotoksyczne gazy”, które to substancje „zagrażają całemu łańcuchowi pracowników”, a na koniec konsumentom.

Jak można wytłumaczyć obecność tych gazów? Częściowo jest to spowodowane fumigacją, mającą służyć „wyeliminowaniu pleśni i szkodników podczas transportu”. Jest i inny powód – same towary wydzielają różne gazy i opary. Odzież produkowana w Azji często zawiera bowiem substancje na bazie rakotwórczych benzenu i toluenu.

Choć we Francji od 2011 r. zaczęto podejmować pewne środki (wymóg zachowania okresu wentylacji, noszenia masek, rękawic, okularów…), aby zapobiegać ryzyku narażenia się na te toksyczne substancje, to są one wciąż uważane przez związki zawodowe za „niewystarczające i nieadekwatne”, zaznacza Le Monde, który porównuje francuską sytuację z tym, co dzieje się w Belgii i Holandii:

Protokoły zawarte między pracodawcami a związkami zawodowymi zobowiązują do dokonywania systematycznych pomiarów stężenia gazów, gdy tylko pojawiają się jakieś wątpliwości. Holenderskie służby celne wymagają zaświadczenia o braku toksycznych gazów wystawionego z przynajmniej dwugodzinnym wyprzedzeniem, zanim podejmą jakiekolwiek działania. Jan De Jong, jeden z liderów holenderskiego związku zawodowego FNV Bondgenoten, domaga się od rządów, aby poszły jeszcze dalej, działając u źródła i zakazując stosowania niektórych produktów na szczeblu światowym.