„Europejczycy w końcu mają się z czego cieszyć”, ogłasza w gazecie Financial Times felietonista Philip Stephens. Prezydent USA Barack Obama nominował na stanowiska sekretarza stanu i sekretarza obrony dwóch proeuropejskich polityków – Johna Kerry’ego i Chucka Hagela. Dla Europy to szansa na odbudowanie więzi z najważniejszym partnerem handlowym. Stephens twierdzi, że „Biały Dom pragnie powrócić do dawno już zapomnianego zamiaru utworzenia transatlantyckiej strefy wolnego handlu”, lecz niepokoi się antyeuropejską postawą Wielkiej Brytanii –

Stany Zjednoczone są zdania, że Cameronowi musi brakować piątej klepki, skoro wspomina on o ogłoszeniu referendum, w którym podjęto by decyzję o ewentualnym wyjściu Brytyjczyków z Unii. Jednym z pewnych skutków „Brexitu” byłoby osłabienie pozycji Londynu w Stanach Zjednoczonych. Cameron dostał właśnie sygnał, że w razie wyjścia z Unii Wielka Brytania zostanie sama.

Gazeta dodaje, że poprzez wspólny nacisk dyplomatyczny Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych na Iran obie strony mogłyby zacieśnić więzi i „wydostać się z duszącej atmosfery kryzysu strefy euro”. Ale nie ma nic za darmo –

Jak to zwykle bywa, gdy chodzi o rzeczy ważne, odświeżenie sojuszu będzie miało swoją cenę. Państwa europejskie nie mogą spodziewać się poważnego traktowania, jeśli dalej będą ciąć i tak już niewielkie budżety na obronę.