Cover

„Francuska oferta dla Europy. Wreszcie!” Le Monde z uznaniem przyjął proeuropejską wypowiedź francuskiego prezydenta na uników i absencji, którą praktykował, od czasu gdy wygrał wybory. [...] Twierdząc, że Francja powinna być „łącznikiem” między Północą a Południem Europy, odrzucił pomysł zjednoczenia krajów łacińskich przeciwko germańskiej części Europy.

Gazeta uważa również, że wzywając do „rządu gospodarczego” w strefie euro,

François Hollande bierze za słowo Angelę Merkel, która rok temu proponowała, unię polityczną. W tamtym czasie krytykował tę propozycję jako „pustą”. Dziś „wypełnia ją treścią”. Wziąć Niemcy za słowo to dobra strategia. Oto mamy nową francuską ofertę na europejskim stole. Nareszcie! Ale ona nie będzie wiarygodna, dopóki Holland nie uporządkuje własnego domu – Francji.

W Niemczech uwagi François Hollande’a przyjęte zostały ze znacznie mniejszym entuzjazmem. Die Welt wyraża opinię, że jego „tak zwana ofensywa zawiera zasadniczo środki, które proponował już jego poprzednik”, czy to gdy chodzi o

europejski rząd gospodarczy, którego w październiku 2008 r. domagał się Sarkozy w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, czy też o pomysł euroobligacji, które Hollande ze względów taktycznych nie nazywa już euroobligacjami, aby uparci Niemcy w końcu, kiedyś, je zaakceptowali.

Jeśli chodzi o jego wezwanie skierowane do Niemiec, Die Welt ripostuje, że należy zinterpretować postawę Hollande’a, która polega na „ciągłym psioczeniu na niemiecką oszczędność nie tylko z pozycji ideologicznych, ale też z przyczyn taktycznych”.

Przedstawiając siebie jako kogoś, kto zmaga się widmem dyktatu zaciskania pasa narzuconego przez Merkel, stara się on zdobyć pole manewru, które w najlepszym wypadku umożliwi mu uzyskanie zgody parlamentu na wprowadzenie niepopularnych reform. Angela Merkel powinna więc przyjść mu z pomocą, jeszcze przez jakiś czas występując w roli europejskiego worka treningowego.