„Lenihan szuka dla banków pomocy z Unii”, pisze na pierwszej stronie Irish Independent. Od dawna słychać już pogłoski, że dofinansowanie z UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego jest tylko kwestią czasu. Ale minister finansów Zielonej Wyspy, Brian Lenigan, robi, co może, by na zewnątrz nie wyglądało to tak dramatycznie, jak niedawny plan ratunkowy dla Grecji. Poza tym chce zapobiec temu, by jego kraj utracił finansową samodzielność. Na jutrzejszym szczycie ministrów finansów unijnych państw w Brukseli Lenihan będzie się starał wysondować, czy „Wspólnota zgodzi się, by pieniądze z funduszu ratunkowego dostał tylko sektor bankowy”, pisze irlandzki dziennik. Załamanie się tego sektora, dodaje pismo, „oznacza, że tutejsze instytucje finansowe niemal w stu procentach muszą polegać na Europejskim Banku Centralnym, który ma fundusze pozwalające na sfinansowanie ich codziennej działalności”. „Irlandia sama w sobie wcale nie potrzebuje pieniędzy. Nie prowadzi się żadnych negocjacji na ten temat. Ludzie po prostu nie potrafią rozdzielić tych kwestii”, powiedział dziennikarzom jeden z pracowników resortu finansów.

„Najpierw Irlandia, teraz Portugalia”, pisze z kolei i zaniepokojony tym, że wysokie koszty obsługi irlandzkiego długu publicznego mogą uderzyć nie tylko w Portugalię właśnie, ale też w inne kraje strefy euro. „Najważniejsza jest teraz Hiszpania”, głosi ten portugalski dziennik. „Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny były w zeszłym tygodniu w pełnej gotowości, gdy zorientowały się, że narastające zadłużenie Irlandii i Portugalii zaczęło też wpływać na sytuację czwartej co do wielkości gospodarki w strefie euro”. Według europejskich polityków program wspólnotowej pomocy jest koniecznością. „Rządy w Dublinie i Lizbonie nie chcą jej z powodów wewnętrznych, ale dla Unii Europejskiej stawką w tej grze jest przyszłość euro”, czytamy w i.