Demonstracja skrajnej prawicy skończyła się okupacją biura Państwowej Komisji Wyborczej w Warszawie w czwartek wieczorem, co spodowowało zatrzymanie procesu liczenia głosów oddanych podczas wyborów lokalnych, donosi Gazeta Wyborcza.

W następstwie chaosu informacyjnego będącego skutkiem awarii systemu komputerowego, która spowodowała opóźnienie ogłoszenia wyników głosowania z 16 listopada, pojawiły się oskarżenia o sfałszowanie wyborów, a demonstranci domagali się ustąpienia członków PKW, powtórzenia wyborów oraz zmian w ordynacji wyborczej.

Zdaniem komentatora gazety Jarosława Kurskiego okupacja biur PKW była aktem „terroru przeciwko demokracji, jakiego nie było w historii ostatniego 25-lecia”. Kurski przypisuje odpowiedzialność za ten „akt wandalizmu i ślepej anargii” liderom opozycyjnych partii PiS i SLD, którzy z powodów politycznych sugerowali, że wybory zostały sfałszowane i domagali się ich powtórzenia. Policja usunęła protestujących z budynku po północy.

Z kolei Rzeczpospolita ostrzega, że PKW nie jest gotowa do wyborów parlamentarnych i prezydenckich planowanych na 2015 r., jako że według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli „nawet nie ruszyły przygotowania do rozpisania przetargów na systemy informatyczne”, które miałyby obsługiwać głosowania w przyszłym roku.