Decyzja Banku Centralnego Szwajcarii o uwolnieniu kursu franka 15 stycznia zmroziła wielu Polaków, informuje Gazeta Wyborcza. Szwajcarska waluta „poszybowała w górę”: w kilka godzin jej kurs wobec złotego wzrósł z 3.5 do 5.2 (euro warte jest obecnie około 4,2 zł). Dziennik podkreśla, że:

Teraz utrzymuje się na poziomie ok. 4,3 zł. Kredytobiorcom, którzy wzięli kredyt na dom czy mieszkanie we frankach, niespodziewanie wzrosła rata. Średnia miesięczna rata takiego kredytu to 2 tys. zł, frankowicze musieli zapłacić ok. 350 zł więcej.

New York Times podkreśla, że

„w 2013 r. w Polsce było 562, 487 kredytów mieszkaniowych zaciągniętych we frankach szwajcarskich, co stanowi prawie jedną trzecią ogółu tego rodzaju pożyczek”. Oznacza to, że wielu gospodarstwom domowym z dnia na dzień znacznie wzrosło zadłużenie. Polacy, pytani przez nowojorski dziennik o to, dlaczego zadłużali się w szwajcarskich frankach, odpowiadali krótko: „bo wszyscy tak robili”. New York Times wyjaśnia, że „zanim wybuchł kryzys finansowy w Europie, banki bardzo mocno reklamowały pożyczki we frankach”, oferując lepsze oprocentowanie niż w przypadku kredytów w złotych. Różnica była znaczna, oprocentowanie kredytu we frankach sięgało 4,65 proc., podczas gdy w złotówkach 10-12 proc.

W tej chwili, pisze amerykański dziennik, kredytobiorcy są „przerażeni i modlą się o to, by rząd coś zrobił”. Niektórzy z rozmówców mówili, że rozważają „samobójstwo”. New York Times przypomina, że Polska nie jest pierwszym krajem, który wpadł w podobne tarapaty -

W roku ubiegłym przed podobnym dylematem stanęły Węgry. Rząd zmusił wówczas banki to przewalutowania kredytów we frankach na węgierskie forinty po kursie niższym od rynkowego. Węgry zostały skrytykowane za ten krok, który zmroził sektor bankowy. […] Polska rozważała podobne rozwiązanie. Premier Ewa Kopacz powiedziała […], że będzie trzymać stronę ludzi, a nie banków. [Wtedy jednak] minister finansów Mateusz Szczurek odrzucił węgierskie podejście, przekonując, iż „rolą rządu nie jest usuwanie wszelkiego ryzyka, na jakie narażeni są obywatele”

Rynki i polskie władze sięgnęły po inne narzędzia. Jak pisze Gazeta Wyborcza,

Rząd, KNF, UOKiK, a także same banki starają się pomóc „frankowiczom”. Niektóre obniżyły spready, a prawie wszystkie zdecydowały się uwzględniać ujemny LIBOR, tak że klientom spadło oprocentowanie.

Warszawski dziennik kwestionuje jednak racjonalność takiego rozwiązania:

Ale czy rzeczywiście Polacy, którzy zdecydowali się na kredyt hipoteczny w złotych, są na wygranej pozycji? Sprawa jest bardzo niejednoznaczna. Ktoś, kto w 2006 roku zaciągnął 300 tys. zł kredytu hipotecznego w złotych, do tej pory płacił wyższe raty niż ktoś, kto wziął kredyt we frankach.