Hasan Hirsi ma dziś 21 lat. Sześć lat temu opuścił Somalię po tym, jak terroryści z al-Szabab (somalijska organizacja fundamentalistyczna) zaatakowali jego rodzinną wioskę i zabili mu ojca. Poleciał do Moskwy, a stamtąd przemytnicy przerzucili go do Kijowa. Zanim w końcu udało mu się przedostać do Unii, pięć razy próbował bezskutecznie. Aresztowany przez ukraińskich, słowackich czy węgierskich pograniczników, spędził w ukraińskich aresztach i więzieniach prawie trzy lata. Jak twierdzi, był w nich okradany, bity i torturowany.

W rozmowie z dziennikarzem tygodnika Der Spiegel wspomina Ukrainę jako „piekło”, mówi że wciąż dręczą go senne koszmary.Tymczasem uwaga mediów i polityków skupia się głównie na szlaku imigracyjnym wiodącym przez Morze Śródziemne. Jak zauważa Maksymilian Popp, powołując się na badanie opublikowane na anglojęzycznej stronie internetowej niemieckiego magazynu, „mało kto interesował się dotychczas tym, co dzieje się na trasie wschodniej oraz losem takich imigrantów jak Hasan Hirsi*”. A przecież nawet „w zeszłym roku, gdykonflikt zbrojny na Ukrainie był najbardziej intensywny, setki imigrantów próbowało dotrzeć do UE przez Europę Wschodnią”.

Pukając do nieba bram

Ukraiński Użgorod to ważny punkt na skrzyżowaniu imigranckich szlaków. Uchodźcy często czekają tam miesiącami na pieniądze od bliskich, które umożliwią im kontynuację podróży, by, jak pisze Maximilian Popp, „za kilkaset dolarów ukraińscy przemytnicy poprowadzili ich dalej na Węgry lub na Słowację”. Chociaż państwa członkowskie UE zobowiązane są do rozpatrywania wniosków o azyl, „kraje leżące wzdłuż wschodniej granicy Unii, takie jak Węgry lub Grecja, często ignorują zasady i odsyłają uchodźców z powrotem”.

Dlatego Hirsi, który chciał ubiegać się o azyl, kilkakrotnie został cofnięty na Ukrainę. W latach 2000-2006 Bruksela przekazała Ukrainie 35 mln euro na to, by ta uszczelniła granice. Ostatnio zaś Unia przekazała kolejne 30 mln euro na budowę i modernizację ośrodków i schronisk dla imigrantów. Zgodnie z porozumieniem zawartym w 2010 r. między UE a Ukrainą, uchodźcy, którzy przybywają do UE przez ten kraj, mogą być doń z powrotem odesłani.

„Polityka azylowa UE jest nieprzestrzegana na wschodniej flance Unii w znacznie większym stopniu niż w innych częściach Wspólnoty” pisze Popp, dodając, że „Bruksela ma widocznie nadzieję, iż ten system – bez przyciągania nadmiernej uwagi – doprowadzi do zmniejszenia liczby osób ubiegających się o azyl na Starym Kontynencie”.

„Tutaj nie ma demokracji”

Już w 2010 r. organizacja pozarządowa Human Rights Watch skrytykowała UE „za inwestowanie milionów euro po to, by skierować strumień imigrantów pragnących dostać się do Europy na Ukrainę, nie zapewniając jednocześnie wystarczających środków, które pozwoliłyby humanitarnie traktować uchodźców”.

Według Hasana Hirsi, uchodźcy są na Ukrainie traktowani w sposób nieludzki. Jeden z obozów odosobnienia, gdzie był internowany, nazywano nawet „Guantanamo Wschodu”. W obozach imigranci „przetrzymywani byli w ciemnych, nieogrzewanych celach, a ich strażnicy odmawiali im dostępu do ubikacji”. Wielu uchodźców oddawało mocz do butelek albo na podłogę i całymi dniami nie dostawało żadnego jedzenia. „Byliśmy traktowani jak zwierzęta”, mówi Hirsi. „Podczas przesłuchań funkcjonariusze bili i razili imigrantów prądem. Jeden ze śledczych miał ponoć powiedzieć Hirsiemu: „teraz jesteś na Ukrainie. Nie w Niemczech. Nie w Anglii. Tutaj nie ma demokracji”.

Opowieść Hirsiego potwierdza wiele sprawozdań i raportów. Według Wysokiego Komisarza ONZ do spraw Uchodźców, więzienie imigrantów na Ukrainie narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka. Istnieje obawa, że sposób w jaki są traktowani może się jeszcze pogorszyć z powodu trwającego tam kryzysu. Jak zauważa przedstawiciel UNHCR, „rząd w Kijowie jest całkowicie zaabsorbowany zapewnianiem opieki uchodźcom wewnętrznym, których jest już prawie milion [...] i po prostu nie jest w stanie zajmować się również azylantami”.

Tłum. Władysław Bibrowski