W Polsce narodziła się nowa, prorosyjska partia polityczna. Mając na uwadze powszechnie znany brak zaufania Polaków do wszystkiego co pochodzi z dawnego imperium radzieckiego, trudno się dziwić wyrazom zdumienia. Zmiana, bo tak nazywa się nowe ugrupowanie, popiera politykę Władymira Putina i strategiczny sojusz między Moskwą a UE. Celem partii jest zdobycie ponad 10 proc. głosów w październikowych wyborach parlamentarnych, informuje EUobserver.

Lider Zmiany Mateusz Piskorski zaprzecza rosyjskiej agresji na wschodzie Ukrainy i wspiera prorosyjskich separatystów. Mało tego, twierdzi – wbrew stanowisku UE i ONZ – że referendum w sprawie przyłączenia Krymu do Rosji było całkowicie legalne. Piskorski jest oczywiście przeciwny „antyrosyjskiej” i „konfrontacyjnej” polityce wobec Moskwy prowadzonej przez rząd w Warszawie, który popiera władze ukraińskie.

Jednak pojawienie się Zmiany nie powinno być zaskoczeniem, podkreślają eksperci. Politolog Rafał Chwedoruk mówi, że „polskie społeczeństwo nie stanowi monolitu, jeśli chodzi o politykę zagraniczną rządu na Ukrainie”. Jeden z ostatnich sondaży pokazuje, że wbrew temu co zwykło się sądzić, aż „jedna trzecia Polaków uważa, że polski rząd nie powinien popierać Kijowa podczas obecnego kryzysu”, a „ponad połowa sądzi, że jeśli już Polska ma wspierać Ukrainę, to powinna się ograniczyć do sankcji nałożonych na Rosję przez Unię”. Trzy czwarte respondentów obawia się natomiast, że konflikt na Ukrainie stanowić może bezpośrednie zagrożenie dla Polski.

Dla innych jednak pojawienie się Zmiany oznacza, że „propaganda Putina toruje sobie drogę w politycznej i medialnej rzeczywistości”. Dowodem na to może też być uruchomienie radia i strony internetowej Sputnik, która chce „rozpowszechniać rosyjski punkt widzenia”, oraz powołanie do życia Wileńskiej i Lwowskiej Republiki Ludowej. Wzorowane na samozwańczych prorosyjskich republikach proklamowanych na wschodzie Ukrainy, zachęcają one Polaków do „odzyskania terytoriów na Litwie i Ukrainie”.

Polskie władze zastanawiają się, czyje interesy reprezentują wspomniane ruchy i kto je finansuje. Minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna oświadczył, że wymagają one „ekstremalnej czujności”. W każdym razie, podkreśla EUobserver, „póki co nie znaleziono żadnych bezpośrednich powiązań politycznych między nimi a władzami rosyjskimi”. Zdaniem Chwedoruka „stwierdzenie, że Zmiana jest sterowana z Kremla stanowiłoby element politycznej konfrontacji”.

Przywódca prorosyjskiego ugrupowania Paweł Piskorski ma 38 lat i jest byłym członkiem chłopskiej Samoobrony. Dziś jego celem jest „uwieść polskich rolników, których dotknęły unijne sankcje nałożone na Rosję”. Piskorski nie jest jedynym, który oddala się od proamerykańskiej i pronatowskiej linii głównych partii politycznych w Polsce, podkreśla EUobserver.

Zresztą nawet w tradycyjnych ugrupowaniach przybywa głosów obarczających władze ukraińskie odpowiedzialnością za konflikt z separatystami i antyrosyjskie sankcje. Coraz więcej jest też zwolenników „wznowienia” dialogu z Rosją. Będzie to, jak zapewnia politolog Wojciech Jabłoński, „jedna z najważniejszych kwestii zbliżającej się kampanii wyborczej, dzięki której różne partie polityczne będą starały się odciąć od polityki rządu”.