Cover

„Sylwestrowa noc może być punktem zwrotnym”, pisze tygodnik Der Spiegel. Ataki na tle seksualnym, do których doszło w kilku miastach Niemiec, sprawiały wrażenie, jakby koordynowała je jakaś niewidzialna ręka. Dwa za nich zakończyły się gwałtem.

To, co wydarzyło się w Kolonii – a do pewnego stopnia także w Hamburgu – w sylwestra oraz w następnych kilku dniach „wpisuje się w scenariusz, którego wielu się obawiało, i który okazał się prawdziwy, zanim jeszcze stał się faktem. Spełniły się obawy zarówno sympatyków imigracji, jak i żarliwych ksenofobów”, pisze tygodnik –

Dla niektórych, wydarzenia te zdają się potwierdzać to, o czym od dawna mówili: że zbyt dużo cudzoziemców w kraju oznacza więcej problemów. Inni uważają, że stało się to, czego obawiali się od dawna: brzydkie obrazki brzydkiego zachowania imigrantów zaciążą na przeważająco pozytywnym stosunku Niemców do uchodźców.

Pewne jest, dodaje Der Spiegel, „że czekają nas trudne dni”, które przynoszą co najmniej dwa pytania:

Czy Niemcy są naprawdę przekonane, że poradzą sobie z napływem uchodźców? Oraz drugie: Czy Niemcy mają odwagę i chęć stać się krajem europejskim z największą liczbą imigrantów? [...] Wydaje się, że zamiast próbować sprawę wyciszać, nadszedł czas przeprowadzić debatę o przyszłości Niemiec oraz mantrze kanclerz Angeli Merkel sprowadzającej się do stwierdzenia: „Damy radę”. [...] Integracja, polityka integracyjna, represje, polityka imigracyjna, kwoty imigrantów – wydarzenia w Kolonii dramatycznie zmieniły dynamikę berlińskiej polityki. Kanclerz Niemiec i jej powiernicy obawiają się, że utrudnią one realizację obecnej polityki w sprawie uchodźców.

Pani kanclerz już zmieniła stanowisko, przynajmniej jeśli chodzi o dyskurs publiczny. Wkrótce po wydarzeniach w Kolonii powiedziała, że zasługują one na „twardą odpowiedź ze strony rządu”. Odrzuciła jako „nonsensowne” powszechne sugestie, że „lubi, gdy wielu uchodźców przyjeżdża do Niemiec”.

Ale Angela Merkel nie może zbytnio odejść od poprzedniej linii swojej partii:

gdyby bowiem Niemcy zaczęły zawracać ludzi na granicach, upadłby cały system swobodnego przepływu osób w strefie Schengen. Media potrzebowały kilku dni, by otrząsnąć się z letargu i zdać sobie sprawę ze skali przemocy, do jakiej doszło w Kolonii i Hamburgu oraz kompletnego braku reakcji ze strony policji oraz politycznego establishmentu.

Der Spiegel sądzi, że pierwsze co należy zrobić, to całkowicie szczerze porozmawiać o faktach i zaistniałej sytuacji:

Niemcy nie są dziećmi, by pod wpływem szlachetnych zamiarów ukrywać przed nimi prawdę. A część prawdy jest taka, że politycy tylko lubią mówić o integracji, ale nic nie wskazuje na to, aby zdawali sobie sprawę ze skali trudności wyzwania, przed jakim stanęli. Druga część prawdy jest taka: niemieckie społeczeństwo jest coraz bardziej podzielone.

Tłum. Maciej Zglinicki