Cover

„Wielka Brytania pod obstrzałem za sprzedaż broni do Bahrajnu”, anonsuje nagłówek w The Independent. To nie jedyny odbiorca, klientami brytyjskiego rządu, który znalazł się w ogniu krytyki za tego rodzaju handel, są władze rozmaitych krajów arabskich, gdzie w ostatnich tygodniach zduszono prodemokratyczne protesty. Gazeta donosi, że w zeszłym roku rząd udzielił zezwolenia na sprzedaż środków do tłumienia rozruchów, w tym „granatów z gazem łzawiącym, ładunków wybuchowych, pojemników dymnych i petard”. Zrobił to także podczas wyborów w Bahrajnie w październiku 2010 r., zakłóconych atakami na szyickie grupy opozycyjne. W ostatnich dwóch dniach co najmniej cztery osoby zostały zabite, a 231 odniosło rany w trakcie protestów zmierzających do obalenia skrajnie niepopularnej władzy maleńkiego państwa zatoki perskiej. Rządząca partia konserwatywna ma długotrwałe powiązania z Bahrajnem, stwierdza dziennik.