„Tysiące ludzi na ulicach Nowego Delhi protestuje przeciwko umowie handlowej z Unią”. To nagłówek z dzisiejszego EUobservera. Unia Europejska i Indie, największy partner handlowy Brukseli, są o krok od podpisania porozumienia w sprawie wolnego handlu. Nie wszyscy są z tego zadowoleni. Indyjscy nosiciele wirusa HIV demonstrowali wczoraj w stolicy – obawiają się, że Unia będzie chciała skończyć z produkcją tanich leków przedłużających życie. Gdy cztery lata temu Delhi i Bruskela przystępowały do negocjacji, ta druga naciskała na klauzulę, która chroniłaby prawa własności intelektualnej w odniesieniu do leków. „Koncerny medyczne ze Starego Kontynentu wielokrotnie narzekały, że wiele z produktów, na które mają patent, jest wypieranych przez leki generyczne produkowane w Indiach”, informuje belgijski serwis internetowy. Bruksela chce zapisać w umowie klauzulę o „wyłączności danych rejestracyjnych” (ang. Data Exclusivity). Jej przyjęcie oznaczałoby, że producenci nie mogliby już wykorzystywać rezultatów testów klinicznych wykonanych przez inne koncerny. Efekt? Każda firma musiałaby przeprowadzać eksperymenty na własną rękę, co znacznie zwiększyłoby koszty produkcji, a więc windowałoby również ceny. „Wprowadzenie takiego rozwiązania w Indiach, które nazywane są ‘apteką państw rozwijających się’, byłoby katastrofalnym błędem, ostrzega jednak Anand Grover, sprawozdawca ds. zdrowia przy ONZ. W rozmowie z EUobserverem dodaje, że z tanich indyjskich leków korzystają miliony mieszkańców Trzeciego Świata.