Gerry Adams, przywódca największej północnoirlandzkiej partii nacjonalistycznej Sinn Féin, wraca do pomysłu ponownego zjednoczenia Irlandii. Przemawiając w tym tygodniu w Pałacu Westminsterskim, Adams przekonywał między innymi, że choć północnoirlandzcy unioniści to mniej niż 2 proc. ludności Wielkiej Brytanii i choć pozostają bez „jakiegokolwiek znaczącego prawa głosu we własnych sprawach”, to w nowej Irlandii byliby w stanie „sprawować realną władzę polityczną”, bo byłoby ich tam 20 proc. całej populacji.

Jak można się było spodziewać, ta argumentacja nie znalazła zbytniego zrozumienia. Były członek IRA Davy Adams argumentował, że inicjatywa Sinn Féin „będzie utrzymywać unionistów w stanie ciągłego niepokoju”, a więc obudzi widmo powrotu trzydziestoletniego konfliktu („The Troubles”), oficjalnie zawieszonego po porozumieniu wielkopiątkowym z 1998 r. Prawda jest taka, odpowiada mu na łamach Irish Times Gerry Adams, że północnoirlandzcy unioniści „zostali opuszczeni przez wielkich i możnych tego świata”. Daleka od sekciarstwa Sinn Féin „robi, co w jej mocy, żeby współdziałać z mieszkańcami protestanckich dzielnic”.