„Był człowiekiem z kilku powodów zdumiewającym. Zapisał się w historii jako ktoś, kto podjął i zwycięsko stoczył walkę z komunizmem” – tak zmarłego w piątek profesora Leszka Kołakowskiego wspomina na łamach Gazety WyborczejJacek Bocheński. Najbardziej zadziwia go to, że wybitny filozof wszedł w spór z komunizmem, którego „w praktyce doświadczył, przeżył, a nawet w młodości współtworzył”, w sposób inny niż wszyscy. Poznał jego esencję i zrozumiał, by następnie wydać walkę marksizmowi jako fenomenowi światowemu. „[Kołakowski] był niesłychanie odważny... zaprotestował przeciwko świętej zasadzie partyjnego przywództwa, w tym wypadku komunisty – Gomułki... Rzucił mu rękawicę w twarz, a potem wcale się nie schował, nie uciekł”, pisze Bocheński. Zdumiewający był też stosunek filozofa do transcendencji. Pozostał agnostykiem aż do śmierci, jednak „nigdy nie był przeciwnikiem religii, raczej jej przyjacielem. W kraju, gdzie... dominuje kościelny oportunizm, ...taka rozumna przyjaźń mędrca agnostyka z religią, sacrum i transcendencją była czymś niezwykłym” – wspomina Jacek Bocheński.