Francuscy deputowani rozstrzygnęli i 22 grudnia przyjęli poselski projekt ustawy dotyczącej negowania zbrodni ludobójstwa. Prawo, za którym zagłosowała tak samo rządowa większość, jak i lewicowa opozycja, wprowadza karę roku więzienia oraz 45 tysięcy euro grzywny za „kwestionowanie zbrodni ludobójstwa uznanych przez prawo”. I dołącza do katalogu czterech innych ustaw określanych jako „upamiętniające”, to znaczy takich, które wyrażają oficjalne stanowisko państwa odnośnie faktów historycznych. Tekst dotyczy w domyśle ludobójstwa Ormian w latach 1915–1916, gdy 1,2 miliona osób (dwie trzecie spośród ogółu ludzi tej narodowości zamieszkujących w państwie władanym przez Turków) zmarło podczas wywózek i rzezi dokonywanych przez imperium osmańskie. Właśnie dlatego ten tekst wywołał gniew ze strony Ankary, która odwołała swojego ambasadora w Paryżu i zagroziła Francji podjęciem retorsji handlowych i dyplomatycznych. Wszelako projekt ustawy musi jeszcze zostać zatwierdzona przez Senat, a następnie ponownie przez Zgromadzenie Narodowe, zanim będzie mogła wejść w życie.

Na łamach Le Point felietonista Pierre Beylau krytykuje zabieg francuskich władz podjęty przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi:

Cover

Czy naprawdę należało wyciągać na powierzchnię tego starego węża morskiego pod nazwą ludobójstwo z 1915 r., którego to faktu nikt poważny nie kwestionuje? Chodzi oczywiście o politykierską zagrywkę ze strony wybrańców narodu, dla których ‘ormiańskie głosy’ mają być decydujące. Nie wahano się zaryzykować wyrządzenia znacznych szkód w sferze dyplomatycznej i gospodarczej, aby przypodobać się jednemu lobby. – Le Point

Z punktu widzenia interesów francuskiej dyplomacji na Bliskim Wschodzie ta „próba sił z Ankarą jest absurdalna”, dodaje Le Monde. Ale w ocenie dziennika problematyczny jest przede wszystkim sam charakter tej propozycji ustawy.

Cover

Nie jest rolą ustawodawcy – wspieranego w tym przypadku przez Pałac Elizejski – opowiadanie historii. Od kilku lat urzędowa Francja wprost uwielbia tę jurydyzację historii. Uchwala się ustawy upamiętniające, ustanawiając przestępstwo negacjonizmu. One niczemu nie służą. Nie łagodzą nawet bólu tych, którzy widzą, jak ich przeszłość (…) jest podle spisywana na nowo w celu jej zanegowania. – Le Monde

Z kolei strona internetowa Mediapart interpretuje ten spór w świetle historii obu krajów. Każdy z nich był bowiem rządzony przez osobistość odgrywającą rolę założyciela nowoczesnego narodu, od której to obecnym elitom wciąż trudno się uwolnić: chodzi odpowiednio o generała de Gaulle’a i Mustafę Kemala.

Cover

Francja i Turcja cierpią w różnym stopniu na tę samą narodową patologię: niezdolność do odżałowania swojej wielkiej przeszłości; desperackie próby uczepienia się najwyższego zbawcy, który utula ojczyznę za pomocą żelaznej mitologii; odmowę zinwentaryzowania historii, dokonania jej przesiewu, uznania błędów i zbrodni. – Mediapart

Po stronie tureckiej w anglojęzycznej wersji dziennika Zaman komentator Bülent Keneş zgłasza pretensje bezpośrednio do francuskiego prezydenta: „Wprowadzając zakaz odnoszący się do jednej ze stron debaty na kontrowersyjny temat, która to powinna zostać rozstrzygnięta przez historyków, i to tuż przed w wyborami prezydenckimi, pokazał on wszystkim, co znaczy demokracja à la Sarkozy”.

Cover

Zważywszy na jego już powszechnie znaną skłonność do tworzenia metodami politycznymi i legislacyjnymi dogmatów w kwestii kontrowersyjnych epizodów z przeszłości, powinien on raczej zwrócić uwagę na bezsporną kolonialną przeszłość Francji, zamiast szukać dziur w historii Turcji. Zakazywanie głoszenia pewnych opinii i idei w kwestii tak zwanego ludobójstwa, którego Ormianie mieli rzekomo paść ofiarą w 1915 r., i to jeszcze przed złożeniem oficjalnych przeprosin za masakry popełnione we wciąż nieodległej przeszłości przez Francuzów w Algierii […] albo za masowe morderstwa dokonane w innych krajach afrykańskich oraz w Indochinach, jak też w wyspiarskich koloniach, jest dokładnie tym, czego można się spodziewać po obłudnym błaźnie francuskiej polityki zwanym Sarkozy. – Mediapart

W Milliyet Mehmet Tezkan ocenia, że francuski prezydent „ma dwa powody, aby chcieć uchwalenia tej ustawy”:

Cover

Pierwszym z nich jest polityczna inwestycja obliczona na zdobycie głosów Ormian. Drugim jest chęć narobienia szkód w stosunkach z Ankarą. Stosunki między Sarkozym a Erdoganem bynajmniej nie są dobre. Ale od dziś mosty są już spalone. Celem Sarkozy’go jest odsunięcie Turcji od UE za pomocą takich manewrów. – Mediapart

I wreszcie Ali Bayramoglu przypomina na łamach dziennika Yeni Şafak, że:

Cover

Zgodnie z bieżącą interpretacji artykułu 301 tureckiego kodeksu karnego przestępstwem jest mówić, że ‘doszło do ludobójstwa Ormian’. We Francji przestępstwem jest mówić, że ‘ludobójstwo Ormian nie miało miejsca’. Jakże nie zauważyć, że obie te postawy ograniczają wolność słowa… i przeszkadzają obu stronom zastanowić się nad własną przeszłością? Szkody, jakie wyrządzi francuska ustawa, będą poważne. – Mediapart