„Tego wieczoru 19 przywódców strefy euro stanie w obliczu Grexitu”, pisze Jurek Kuczkiewicz w brukselskim dzienniku: „będą musieli zdecydować, czy Grecja pozostanie w strefie, co będzie się nieuchronnie wiązać z pytaniem o to, czy aby na pewno powinna w niej zostać”. „Dziś”, podkreśla Kuczkiewicz –

Cover

Stawką nie jest VAT czy reforma emerytur. Ani dług czy kult finansowych oszczędności, czy też etyka, wedle której ci, którzy wydają za dużo, powinni spłacać swoje długi. Grecja jest na krawędzi finansowej katastrofy – nieuchronnej na chwilę obecną – która pociągnie za sobą poważne kłopoty i sprawi, że niechęć Greków do Europy stanie się niezwykle trudna do przezwyciężenia [...]

Publicysta Markus Bernath próbuje odpowiedzieć na fundamentalne obecnie pytanie: „Co się stanie i jak się rozwinie sytuacja?” Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki: pogłębiający się kryzys gospodarczy wymusi kolejny bailout i jeszcze większe osczczędności ze strony Tsiprasa, większe od tych, do których mógł się zobowiązać w czerwcu. Mimo to, pisze Bernath, „Tsipras wierzy wciąż w lepsze porozumienie”:

Cover

Greckie referendum jest niezrozumiałą rewoltą przeciwko Europie. Zwolennicy „nie” domagają się szacunku, równego traktowania w UE, pomocy gospodarczej, zachowania euro i żadnych recesji. Ale jeśli porozumienia nie będzie, niektórzy z nich tym się nie przejmą, nawet powrót do drachmy nie jest im straszny.

Dziś grecki premier Tsipras spotka się z unijnymi partnerami w Brukseli. De Volkskrant zastanawia się, czy i jak obie strony wyjdą sobie naprzeciw. Jedną z opcji jest zwolnienie szefa eurogrupy Joeroena Dijsselbloema –

Cover

Nowa miotła zmiata wszystko. Tyle tylko, że europejskim negocjatorom dużo trudniej poświęcać ludzi niż Grekom. Największą przeszkodą jest niemiecki minister Wolfgang Schäuble, ale kraje strefy euro nie mogą przecież wymusić jego dymisji. Jean-Claude Juncker, który otwarcie wspierał zwolenników „tak”, dopiero co został przewodniczącym Komisji Europejskiej. Prezes EBC Mario Draghi nie jest politycznie odpowiedzialny. Zostaje więc Dijsselbloem. [...] Ten jednak jest dla wielu Greków diabłem wcielonym i uosobieniem brukselskiej niechęci do podania Grekom pomocnej dłoni.

Komentator Enric Juliana pisze w barcelońskim dzienniku o zamieszaniu, jakie w europejskich instytucjach wywołało greckie referendum, oraz możliwości zastąpienia Dijsselbloema przez hiszpańskiego ministra finansów Luisa de Guindos – 

Cover

Polityczna porażka europejskiego kierownictwa w greckim referendum mocno uderzyła w holenderskiego przewodniczącego eurogrupy Joeroena Dijsselbloema. Hiszpańscy ministrowie zabiegali o jego stanowisko miesiącami. Taką zresztą obietnicę złożyła premierowi Mariano Rajoyowi sama Angela Merkel przed eurowyborami w 2014 r. Dijsselbloem nie chce jednak ustąpić. Skoro Grecy mogli poświęcić Janisa Varoufakisa, to eurogrupa powinna zasugerować jej holenderskiemu przewodniczącemu rezygnację.

Europejskie elity pokpiły sprawę, jeśli chodzi o grecki kryzys, który okazał się wielką porażką Europy, pisze politolog Tomasz Grzegorz Grosse w Rzeczpospolitej. Jego zdaniem kryzys osłabił geopolityczną pozycję Unii oraz ujawnił strukturalne nierówności eurolandu –

Cover

Grecki kryzys demontuje sny o europejskiej potędze. Najważniejszym jego skutkiem jest porażka projektu geopolitycznego, jakim jest unia monetarna. Sposób w jaki próbowano rozwiązać kryzys dyskredytuje proeuropejskie elity, zwłaszcza w najbogatszych krajach. Przede wszystkim dlatego, że pod płaszczykiem frazesów wierzyciele skrywali doraźne interesy, a unijna solidarność poszła w zapomnienie.

„Osiągnęliśmy punkt, w którym lepiej dla wszystkich byłoby zakończyć to szaleństwo i rozpocząć negocjacje nad uporządkowanym wyjściem Grecji z unii monetarnej”,przekonuje londyński dziennik, według którego –

Cover

Podobnie jak to bywa w małżeństwie i spółkach biznesowych to, co kiedyś wydawało się świetnym pomysłem, z czasem okazuje się kontraktem z piekła rodem. W takich okolicznościoach najlepszym rozwiązaniem jest pogodzić się z rzeczywistością i pójść dalej. W przypadku Grecji, trudno jednak oprzeć się wnioskowi, że przynajmniej jedna ze stron – rząd Syrizy – zachowywał się nieracjonalnie. Negocjowanie porozumienia z europejskimi partnerami, by potem nawoływać w zaskakującym referendum do jego odrzucenia, zniszczyło zaufanie. Podobnie jak w małżeństwie, w takiej atmosferze trudno cokolwiek naprawić. Aby pociągnąć tę analogię, Grecy nadużywali od kilku lat wspólnego konta, którego są współwłaścicielami wraz z osiemnastoma innymi krajami. Ich cierpliwość właśnie się wyczerpała, co zrozumiałe. Nawet jeśli sympatyzujemy z Grekami, to ich rząd z pewnością im nie pomaga.