W hiszpańskich mediach znaleźć można różne opinie na temat tego, co ten wynik tak naprawdę oznacza. W zależności od poglądów na kwestię katalońską, gazety uważają albo, że wybory były głosem za niepodległością lub, wręcz przeciwnie, że większość wyborców wyraziła pragnienie, by Katalonia pozostała częścią Hiszpanii.

Madrycki dziennik dobrze podsumowuje tę ambiwalentność ocen w [komentarzu redakcyjnym] zatytułowanym „Zwycięstwo i porażka”. Bez względu na wszystko, wynik wyborów będzie miał poważne konsekwencje —

Cover

Nikt nie może zignorować tego wyniku. Wszyscy, włączając w to rząd, będą musieli zareagować. Wybory, które odbyły się w Katalonii mają ogromne znaczenie. Mimo zamieszania związanego z charakterem tej konsultacji (plebiscyt czy wybory) i marnej jakości debaty przedwyborczej, frekwencja była nadzwyczajna – padł historyczny rekord w wyborach regionalnych [78proc.].

„Jednym z pierwszych wniosków, jakie nasuwają się po wczorajszych wyborach, sprowadza się do stwierdzenia, że katalońskie społeczeństwo jest bardzo zróżnicowane”, przekonuje barceloński dziennik –

Cover

Nowy parlament stworzy sześć różnych partii. Deputowani, którzy są za niepodległością, ale także obrońcy obecnego status quo, zasiądą w ławach obok federalistycznych socjalistów oraz działaczy antysystemowych. To istna polifonia głosów bardzo zróżnicowanego, ale także otwartego i politycznie zaangażowanego społeczeństwa.

„Po wyborach w Katalonii Artur Mas znalazł się w stanie zawieszenia”, pisze prawicowa gazeta z Madrytu, która twierdzi, że premier regionu —

Cover

w podróży ku niepodległości, jego osobistej Itace, sprzymierzył się z Republikańską Lewicą Katalonii oraz ugrupowaniami niepodległościowymi. Teraz potrzebuje wsparcia CUP [niepodległościowej radykalnej lewicy], by rozpocząć proces odłączania się od Hiszpanii. Jednak legitymizacja do podjęcia takich działań jest mocno wątpliwa, jako że nawet z poparciem CUP, jego koalicja nie zdobyła 50 proc. wszystkich głosów.

Redaktor naczelny katalońskiej gazety Enric Hernández uważa, że wybory były „wyraźnym triumfem” ruchu niepodległościowego, ale Mas i jego zwolennicy „nie mają wystarczającego mandatu”, by przeć do niepodległości –

Cover

Biorąc pod uwagę rekordową frekwencję i stawkę głosowania, blok niepodległościowy ogłosił się prawdziwym zwycięzcą wyborów z 27 września. To prawda, ale tylko wtedy, gdy analizujemy je jako klasyczne wybory regionalne. Ale przecież ani Mas, ani jego koalicja – Juts pel Sí – ani tym bardziej jego potencjalni sojusznicy z CUP nie postrzegali tych wyborów jako, li tylko, głosowanie mające wyłonić nowy parlament i premiera, lecz plebiscyt w sprawie niepodległości. Z tej perspektywy, wyborczy mandat Junts pel Sí jest niewystarczający, zwłaszcza w obliczu skali planowanego przedsięwzięcia.

„Artur Mas nie tylko przegrał wymuszony 'plebiscyt', ale także spowodował podział w Katalonii, nie prezentując żadnego planu rządzenia regionem”, ocenia Alfons Ussía Publicysta konserwatywnego madryckiego dziennika pisze, że —

Cover

Pierwsza interpretacja tego, co się stało wczoraj w Księstwie [sic] brzmi tak: separatystyczna koalicja, której tak bardzo pragnęła Generalitat [kataloński rząd] straciła dziewięć mandatów w porównaniu z liczbą miejsc, jakie zdobyły dwie tworzące ją partie w wyborach w listopadzie 2012.

„Nacjonalistyczne założenia Artura Masa i Oriola Junquerasa”, lidera Esquerra Republicana de Catalunya (ERC) – lewicowej katalońskiej partii niepodległościowej – „legły w gruzach przy urnach”, podkreśla konserwatywny dziennik, odnotowując także klęskę populistycznego Podemos, który zdobył zaledwie „11 mandatów i 9 proc. głosów”.

Cover

Katalończycy pokazali, że nie chcą niepodległości, a to dlatego, że Junts pel Sí i CUP mają razem 48 proc. głosów, co oznacza, iż katalońskie społeczeństwo jest podzielone dokładnie na pół, a to pozbawia legitymizacji wszelkie inicjatywy secesjonistyczne.