12 i 13 grudnia przez ulice Warszawy przeszły dwie wielkie demonstracje skupiające po kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Pierwsza w obronie Trybunału Konstytucyjnego zorganizowana przez niezależny Komitet Obrony Demokracji. Druga popierająca rządy Prawa i Sprawiedliwości, zmierzające do ograniczenia władzy Trybunału i przejęcia nad nim kontroli. Czy demokracja w Polsce jest zagrożona i krajowi grozi wejście na drogę do demokratury? Od październikowych wyborów, w których zdobył większość w parlamencie, obóz Prawa i Sprawiedliwości (PiS) zabrał się ostro do wprowadzania zmian w kraju, co często spotyka się z zarzutami łamania demokratycznych zasad. Nowy Sejm, zdominowany przez PiS, w ekspresowym tempie unieważnił też wybór pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego dokonany przez poprzedni parlament i wybrał pięciu własnych. Kiedy 3 grudnia Trybunał orzekł, że trzech spośród pięciu wcześniej wybranych sędziów, wybrano prawidłowo, a następnie 9 grudnia, uznał, że przegłosowana przez PiS nowelizacja ustawy o Trybunale Konstytucyjnym jest w większości niezgodna z konstytucją, rząd wstrzymał publikację wyroku, co sprawia, że nie może on wejść w życie. [Aktualizacja: pierwsze orzeczenie TK zostało opublikowane 16 grudnia].

Doprowadziło to do kryzysu konstytucyjnego, w którym stawką jest przyszłość jedynego organu państwa mogącego powstrzymać kontrowersyjne plany PiS. Należą do nich m.in. wprowadzenie podatku od aktywów bankowych i sklepów wielkopowierzchnowych, przejęcie kontroli nad mediami oraz restrykcyjna ustawa antyterrorystyczna. Zdaniem Gazety Wyborczej – 

Cover

Rządowa cenzura wyroków oznacza całkowitą likwidację niezależności Trybunału i jego kontrolnej funkcji.

Szef lewicowej Krytyki Politycznej Sławomir Sierakowski w wywiadzie dla Newsweek Polska przewiduje, że -

działając przy sparaliżowanym Trybunale Konstytucyjnym, którego orzeczenia będą dyskredytowane, większość sejmowa uzyskuje de facto kompetencje większości konstytucyjnej. [Lider PiS Jarosław] Kaczyński może teraz przeprowadzić przez Sejm każdą ustawę, łącznie z tymi, które dotyczą instytucji umocowanych w konstytucji.

Z kolei w wywiadzie dla prawicowego tygodnika Do Rzeczy Ludwik Dorn, były wicepremier w rządzie PiS a obecnie publicysta, wyjaśnia działania PiS odwołując się do koncepcji państwa normatywnego i państwa prerogatywnego, które wprowadził niemiecki politolog Ernst Fraenkel. Dorn choć nie widzi „zagrożenia dla wolności obywatelskich i demokracji” uważa, że zagrożone jest państwo prawa:

Cover

Trybunał Konstytucyjny to kluczowa instytucja państwa prawa. Kaczyński jest przekonany, że jeśli w ramach ładu normatywnego nie da się przeprowadzić jego reform, to należy wypchnąć państwo normatywne poza obowiązujące ramy instytucjonalne i zastąpić je [...] państwem prerogatywnym [które korzysta z nieograniczonej arbitralności i przemocy niekontrolowanej gwarancjami prawnymi].

Felietonista Rzeczpospolitej Michał Szułdrzyński komentuje sytuację zauważając, że:

Cover

W czasie kampanii wyborczej PiS budował wizerunek prawicowej, ale przewidywalnej europejskiej partii politycznej. Dziś pokazuje się jako ugrupowanie walczące na wszystkich frontach, a zarazem chowające się w twardej skorupie. Teraz jeszcze okazać się może, że wyborcze obietnice PiS kosztujące nasz budżet nie uszczęśliwią obywateli. A skoro nie będzie więcej chleba, by przetrwać, PiS będzie potrzebować więcej igrzysk.