Tylko dwa miesiące. Tyle czasu przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk dał Unii na powstrzymanie fali uchodźców. Gdy to się nie uda, argumentował 19 stycznia, swobodny przepływ towarów i osób między 28 krajami członkowskimi i czterema stowarzyszonymi tworzącymi obszar Schengen – jedno z największych osiągnięć europejskiego projektu – stanie się wyblakłym wspomnieniem.

Jeśli do tego dojdzie, trzeba będzie przywrócić niezliczone posterunki graniczne, co wymagać będzie radykalnego zwiększenia liczby celników i policjantów. Podróże lotnicze staną się o wiele trudniejsze, kolejki tirów będą powodować korki na drogach całego kontynentu, a osoby dojeżdżające do pracy za granicę będą narażone na utratę pracy, bo podróżowanie między jednym a drugim krajem stanie się zbyt nieprzewidywalne.

Jeśli tak się stanie, będzie to poważny cios w europejską jedność. Siedem krajów obszaru Schengen [Austria, Francja, Szwecja, Dania, Niemcy, Norwegia i Malta] już przywróciło kontrole na granicach, aby zapobiec kolejnym atakom terrorystycznym i powstrzymać napływ uchodźców. Teoretycznie jest to rozwiązanie tymczasowe, ale rządy wspomnianych państw ociągają się z jego odwołaniem ze względów bezpieczeństwa.

Dwumiesięczny limit jest być może nieco przesadzony, ale końcem końców Donald Tusk ma rację. Trwa wyścig z czasem. Z jednej strony obserwujemy upadek Schengen, a z drugiej działania mające na celu uszczelnienie unijnych granic zewnętrznych oraz zatrzymanie syryjskich uchodźców w Turcji, która leży na drodze do Grecji i gdzie syryjscy uchodźcy szykują się w zimnie do skoku przez nieco niższe płoty graniczne na północy.

Każdy dzień się liczy, jednak rozmieszczenie europejskiej straży granicznej w Grecji zajmuje trochę czasu, a Turcja nie dość szybko wzmacnia własne granice, mimo obietnicy pieniędzy z Unii. Nie wszystko jeszcze stracone, ale znajdujemy się na niebezpiecznych wodach. Najbardziej niepokojące jest to, że przywrócenie granic międzypaństwowych nie rozwiąże problemu. Potrwa to dłużej i będzie droższe niż zamknięcie granic zewnętrznych Unii.

Wewnętrzne granice nie powstrzymają uchodźców – dalej będą lądować na europejskich plażach i zostawać w Grecji lub Włoszech, które to kraje będą musiały wziąć za nich odpowiedzialność bez wsparcia ze strony innych krajów członkowskich. Przywrócenie granic nie powstrzyma ataków terrorystycznych, lecz dzielenie się informacjami i współpracę policji z różnych państw.

Przywrócenie kontroli granicznych brzmi krzepiąco, ale jest w dużej mierze bezużyteczne, jeśli oznaczać ma upośledzenie europejskiej wymiany, co zagrozi unijnemu wzrostowi gospodarczemu oraz europejskiej jedności, już teraz znajdującej się pod presją. Unia Europejska nie działa jak należy. Jej obywatele nie kochają Wspólnoty. W kolejnych miesiącach popularność Unii odmierzać będą sondaże przed unijnym referendum w Wielkiej Brytanii. Unia, wbrew wszystkiemu, przetrwa, ale ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili potrzebuje to rozpad strefy Schengen. Jeśli do niego dojdzie, droga pod górę stanie się jeszcze bardziej stroma.