Cokwartalne szczyty Rosja–Unia Europejska sprawiają wrażenie, że co prawda partnerzy się nie znoszą, ale tańczą menueta, którego dźwięki łagodzą aktualne spory; wszystko dlatego, iż się nawzajem potrzebują. Potwierdził to szczyt, który odbył się właśnie w Brukseli z udziałem Dmitrija Miedwiediewa i jego europejskich gospodarzy – Hermana Van Rompuya i José Manuela Barroso.

Wspólnych interesów jest wiele, natomiast wyznawane wartości są niemal nie do pogodzenia. Dlatego szczyty nigdy nie są zrywane, ale i nie pozwalają nawiązać trwałych relacji. Europa importuje z Rosji jedną czwartą jej produkcji gazu i jedną piątą jej produkcji ropy.

Dopóki, transkaspijski gazociąg i inne projekty się nie skonkretyzują, dopóty sprawy nie posuną się do przodu. Co gorsza, w tych ciężkich czasach Europa czeka niecierpliwie na to, by Rosja pożyczyła jej 10 miliardów dolarów, które może wnieść do europejskiego funduszu ratunkowego via MFW, jak to potwierdził doradca ekonomiczny Miedwiediewa.

Wspólne interesy, różne wartości

Ale Rosja z kolei uzależniona jest od Niemiec, swojego głównego partnera gospodarczego, i od całej Europy, która kupuje od niej połowę eksportowanych przez nią towarów. Moskwa potrzebuje Europy tak, jak Europa potrzebuje Moskwy. To tyle, jeśli chodzi o wspólne interesy. A co z wartościami? Europa chce, żeby Rosja przestała przeszkadzać w próbach pohamowania ambicji Iranu i odsunięcia od władzy syryjskiego tyrana, no i oczywiście, żeby przestała być odpychającą autokracją.

Ale [premier Władimir] Putin, który uciekł się do sfałszowania wyborów, by utrzymać [swoją partię] Jedną Rosję u steru Dumy [izby niższej parlamentu], i który szykuje się do powrotu w marcu na fotel prezydencki, ma inne plany. Marzy o tym, by nadać swojemu krajowi rangę międzynarodowego mocarstwa, tak jak to było w czasach carskich, a potem pod rządami komunistów.

Kiedy łączą ludzi interesy, a dzielą wartości, górę biorą interesy, jak to potwierdził wczorajszy szczyt. Trzeba jednak przestrzegać pewnych form. Van Rompuy szepnął gościowi do ucha, że „martwią go nieprawidłowości” wyborcze. Cóż za cudowny eufemizm.

Zapasy dwóch jednorękich

Miedwiediew nie chciał dać argumentów coraz głośniej protestującej rosyjskiej opozycji i pójść na otwartą konfrontację z Brukselą, co tylko by nasiliło wrażenie międzynarodowej izolacji Rosji. Stąd jego przyjacielski ton. W tym samym czasie Putin ciskał z Moskwy gromy na Waszyngton. Zaiste doskonała synchronizacja.

Szczyt, w którym uczestniczyły osłabiona finansowo i politycznie Europa i po raz pierwszy od dziesięciu lat zagrożona wewnętrzną rebelią Rosja, przypominał zapasy dwóch jednorękich. Jak się rozwiązuje tego rodzaju sytuację w świecie dyplomacji? Recepta jest prosta – rozmawia się o wizach. I tak właśnie postąpiły obie strony, by móc ogłosić, że coś z ich spotkania wynikło. Rosja i Europa uczyniły pierwszy krok, by przestały kiedyś obowiązywać wizy. Coś wspaniałego.