„Unia Europejska wierzyła, że będzie mogła odtąd przemawiać w swoim imieniu na obradach Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Niestety poniosła porażkę”, pisze Le Soir. 14 września Zgromadzenie Ogólne odrzuciło rezolucję zaproponowaną – w imieniu 27 krajów Wspólnoty – przez Belgię. Pozwoliłaby ona przewodniczącemu Rady Europejskiej Hermanowi Van Rompuyowi i wysokiemu przedstawicielowi UE ds. polityki zagranicznej Catherine Ashton na rzeczywiste uczestnictwo w pracach Zgromadzenia. Należy przypomnieć, że zjednoczona Europa ma w ONZ jedynie status obserwatora. „A przecież UE nie prosiła o ‘prawdziwy’ mandat z prawem do głosowania”, zauważa belgijski dziennik . „Chodziło jej tylko o to, by przetestować w praktyce swoje nowe instytucje powołane na mocy traktatu lizbońskiego”. Le Soir przytacza słowa europejskiego dyplomaty, który ocenia, że „nie ma wprawdzie [w ONZ] antyeuropejskiego ruchu, ale część krajów nie chciała przyznać tego rodzaju przywileju i tak już silnie reprezentowanym Europejczykom”.