"Dawaj Angela, oddaj ją." "Nie".

Między większym a mniejszym złem

Ostateczna rozgrywka o euro rozpoczęta, przestrzega Süddeutsche Zeitung. W przeddzień szczytu unijnego Angela Merkel musi zdecydować, czy i w jaki sposób Niemcy będą w stanie ocalić wspólną walutę.

Opublikowano w dniu 26 czerwca 2012 o 14:27
"Dawaj Angela, oddaj ją." "Nie".

Przyszłość euro nie zależy od Włoch. Nie leży też w rękach Hiszpanii, Portugalii, Irlandii, Cypru ani nawet Grecji. O tym, jak dalej potoczą się losy wspólnej waluty, zadecydują tylko i wyłącznie Niemcy. Epicentrum kryzysu znajduje się dziś bowiem w Berlinie. I choć w niemieckim ministerstwie finansów czy w Bundesbanku wszystkie fakty są znane, publicznie nie dyskutuje się o nich z otwartością, na jaką by zasługiwały. A prawda jest taka, że jedynie Niemcy będą w stanie udźwignąć ciężar finansowy związany z akcją ratowania euro. Pytanie tylko, czy tego chcą, a jeśli tak – jak długo dadzą temu radę.

W przeddzień kolejnego trudnego szczytu unijnego kwestie te stały się przedmiotem trzeźwych kalkulacji i rozważań – zarówno w polityce, jak i w debatach publicznych. Ile jeszcze – gospodarczo i politycznie – kosztować nas będzie ratowanie euro? A jakie koszty pociągnęłaby dezintegracja eurolandu w takiej czy innej formie? Jak te obydwa scenariusze odbiłyby się na bilansach banków oraz Bundesbanku? Jaki wpływ krach jednolitej waluty miałby na pozycję Niemiec na Starym Kontynencie? I czy niemiecka kanclerz powinna nadal stać na straży dyscypliny w Europie?

Komentatorzy z zagranicy zwracają uwagę, że w dyskusjach o euro Niemcy zaskakująco często powołują się na argumenty natury moralnej: „Jak to możliwe, że Grecy za nasze pieniądze już w wieku 45 lat przechodzą na emeryturę?”. Choć tego typu pytania same się nasuwają, w gruncie rzeczy są one zupełnie bezzasadne. Jak dotąd grecki system emerytalny nawet w minimalnym stopniu nie został zasilony z niemieckiej kasy. Z tego względu debatę należy ograniczyć do spraw gospodarczych oraz konstytucyjnych.

Zgubna gra na czas

Rząd Niemiec musi wysondować, jak daleko może się posunąć w swych poczynaniach na rzecz euro. Granice wytycza z jednej strony ustawa zasadnicza, z drugiej zaś możliwości niemieckiej gospodarki. Nie bez znaczenia jest także opinia publiczna – obywatele mają obawy, co się stanie z ich pieniędzmi, a kolejne pakiety ratunkowe coraz częściej postrzegane są jako zagrożenie.

Newsletter w języku polskim

Co do jednego nie ma wątpliwości – dotychczasowa strategia Angeli Merkel poniosła klęskę pod jednym istotnym względem. Od początku 2010 r. kanclerz przeznaczała na ratunek euro tylko tyle, ile było niezbędne, by zapobiec bezpośredniej katastrofie. Grała na czas, starając się – co zrozumiałe – nie wypuścić steru z rąk, tak aby móc wymusić na partnerach konieczne reformy.

Problem w tym, że owa metoda okazała się nieskuteczna, by uporać się z kryzysem.

Wprost przeciwnie – koszty eksplodowały, a towarzyszą temu narastające obawy przed kolejnym, jeszcze poważniejszym globalnym kryzysem finansowym. Fakt, że agencja ratingowa Moody’s drastycznie obniżyła ocenę wiarygodności kredytowej 15 globalnych banków, to sygnał alarmowy. Finałowa rozgrywka o losy euro już się rozpoczęła.

Kosztowna operacja

Rozpad unii walutowej to dziś opcja, z którą trzeba się liczyć – i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Z perspektywy Niemiec taki rozwój wydarzeń oznaczałby nie tylko, że kurs północnego euro, tudzież nowej marki niemieckiej lub innej waluty powstałej w tych warunkach, w niekontrolowany sposób poszybowałby w górę. Cały świat ogarnęłaby najpewniej depresja, a przyszłość Unii Europejskiej stanęłaby pod dużym znakiem zapytania. Choć nie brakuje dziś ludzi, którzy marzą o upadku wspólnej waluty, wątpliwe jest, czy zdają sobie oni sprawę, jak poważne byłyby konsekwencje takiego kroku.

Nie ma jednak co owijać w bawełnę: akcja ratunkowa euro będzie Niemcy – ale i Francję, Włochy oraz inne kraje – sporo kosztować. Rozwiązania proponowane przez MFW, państwa G20 oraz bardzo wielu ekonomistów sprowadzają się koniec końców do jednego – kraje strefy euro będą musiały przynajmniej po części wziąć wspólnie na siebie ryzyko obciążające wewnętrzne systemy bankowe oraz obligacje skarbowe. Niemieccy i holenderscy ciułacze będą ręczyć za konta bankowe Hiszpanów, francuscy i niemieccy podatnicy za gospodarstwa domowe w Rzymie i w Madrycie.

Bez wspólnej odpowiedzialności, przynajmniej w ograniczonym zakresie, próby ratowania euro są skazane na porażkę. W tym celu potrzeba także stanowczej polityki bankowej na poziomie europejskim. Dlaczego wciąż jeszcze tak wiele banków na Starym Kontynencie – w przeciwieństwie do konkurentów zza Oceanu – jest niedokapitalizowanych? Ponieważ w Europie nie ma organu, który wymógłby na nich stworzenie wystarczających rezerw. W przypadku euro Niemcy stoją przed wyborem między rozwiązaniem fatalnym a katastrofalnym. Powinni opowiedzieć się za tym pierwszym – i to jak najszybciej.

Komentarz

Wizja Europy „à la française”

Angela Merkel ma się spotkać w środę z François Hollande’em w Pałacu Elizejskim. Będzie to ostatnia próba zmniejszenia rozbieżności między Paryżem a Berlinem przed posiedzeniem Rady Europejskiej w dniach 28–29 czerwca. Dominique Moïsi zastanawia się w Les Echos, jaki jest układ sił między dwojgiem partnerów:

Niemcy były do niedawna postrzegane jako siła napędowa w dążeniu do europejskiego ideału. Jak to się stało, że uchodzą dziś za nieustępliwego, bezgranicznie pewnego swoich racji „hamulcowego”, który może doprowadzić do wewnętrznego rozpadu Europy?

Przypominając, że Francja traktowała tradycyjnie Europę jako „narzędzie do wzmacniania swoich wpływów”, a „Niemcy widziały w konstrukcji europejskiej zaporę przed możliwym powrotem wewnętrznych demonów”, politolog stwierdza, że

kiedy Berlin mówi dziś o Europie, podchodzi do tego po francusku, nie po niemiecku. Europa nie jest już dla Niemców zaporą przed ujawnieniem się ich własnych ‘ciemnych stron’, tylko przedłużeniem ich samych w postaci jakże im bliskiego federalizmu.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat