Paul Krugman: „Euro było ideą romantyczną”

Wspólna waluta płaci dziś za wady tkwiące już w samym jej projekcie. Jednak, dopuszczając niewielki wzrost inflacji, hamując ujednoliconą politykę rygoru, Europa ma szanse wydobyć się z kryzysu, uważa Paul Krugman, zdobywca Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii.

Opublikowano w dniu 6 września 2012 o 15:52

Pana książka „Skończcie z tym kryzysem… teraz!” jest głosem przeciwko oszczędnościom i dogmatycznej walce z deficytem. Czy, pana zdaniem, Europa zmierza w złym kierunku?

Na początku była Grecja. Nikt nie może zaprzeczyć, że Ateny miały problem z utrzymaniem dyscypliny budżetowej i ponoszą ogromną odpowiedzialność za to, co się stało. Ale w panice zaczęliśmy uznawać, że sposób, w jaki doszło w tym kraju do kryzysu, jest charakterystyczny dla całej Europy.

To korespondowało z realną skłonnością banków centralnych do przykręcania kurka. I stąd brały się oskarżenia, że nadmierny liberalizm w kwestiach socjalnych i budżetowych jest pierwszą przyczyną problemów w strefie euro. Odzwierciedlał się w tym również dogmatyzm Niemców, zawsze szybkich do zarzucenia innym braku tych cnót, którymi oni sami są obdarzeni.

Ale zapomnieliśmy, do jakiego stopnia przypadek Grecji jest odosobniony i wyjątkowy. Tłumaczenie jej trudnych przejść doprowadziło do powstania zbitki myślowej, która usprawiedliwia ogólne przekonanie, że oszczędności są konieczne. A przez konformizm każdy inny punkt widzenia został dość szybko wyłączony z debaty.

Obwinia więc pan Niemców?

Historycznie ten stosunek daje się wyjaśnić strachem przed inflacją, którą oni uważają za źródło ich dramatycznej przeszłości. Ale wydaje się, że wymazali z własnej zbiorowej pamięci cierpienia wywołane potwornymi zabiegami deflacyjnymi lat 30. minionego wieku. Ich wpływy w EBC wyjaśnia się, oczywiście, tym, że mają dominującą pozycję w Europie, ale także ambicją uczynienia z tej instytucji strażnika dyscypliny i walki z inflacją. (…) Niemcy są wierzycielem Europy, która przeżywała okres rozkwitu. Byłbym jednak ciekaw, jakie lekarstwo zaproponowano by, gdyby, na przykład, kapitały napływały z Hiszpanii i były inwestowane w nieruchomości niemieckie, a nie odwrotnie.

Czy był pan od samego początku eurosceptykiem?

Tak, myślę, że euro to idea romantyczna, piękny symbol jedności politycznej. Ale kiedy rezygnuje się z waluty narodowej, traci się również możliwość samodzielnego decydowania w wielu kwestiach. I ten brak swobody trudno czymś zastąpić. Istnieją jednak dwa środki zaradcze w przypadku kryzysu zlokalizowanego: mobilność siły roboczej, która może wyrównać utratę dynamiki i przede wszystkim integracja fiskalna, aby złagodzić utratę wpływów.

Z tego punktu widzenia Europa miała gorsze warunki do posiadania wspólnej waluty niż Stany Zjednoczone. Porównajmy Florydę i Hiszpanię – taka sama bańka na rynku handlu nieruchomościami, taki sam krach. Ale w Stanach Zjednoczonych ludzie mogą wyjechać w poszukiwaniu pracy do innego stanu, takiego, który mniej ucierpiał. Wszędzie, zarówno pomoc socjalna, ubezpieczenia opieki zdrowotnej, wydatki federalne i państwowe gwarancje bankowe są wspierane przez Waszyngton. W Europie tak nie jest.

Jak pan ocenia europejską reakcję na kryzys?

Moje krytyczne spojrzenie na politykę rygoru dotyczy krajów, które jeszcze stoją przed takim wyborem. Ani Hiszpania, ani Grecja nie mogły sobie pozwolić na odrzucenie warunków niemieckich i ryzykować tym samy pozbawieniem się środków na przetrwanie. Ale, moim zdaniem, Francja nie znajduje się w tak fatalnej sytuacji budżetowej i nie wymaga aż takich rygorów.

Potrzebne jest jednak zaufanie rynków… Jak je zdobyć?

Odpowiedź leży w walucie. Należy ona do Europejskiego Banku Centralnego. Z jednej strony widzę, że trzeba dokonać masowego zakupu hiszpańskich i włoskich obligacji, aby zahamować wzrost stóp procentowych, a z drugiej strony – potrzebny jest sygnał bardziej elastycznej polityki EBC, obietnica, że stopy nie będą wzrastać wraz z najmniejszym przejawem inflacji i ustalenie realistycznych celów, inflacji średnio w wysokości 2 czy 3 proc., a nie, jak dziś, 0 czy 1 proc.

A Grecja?

Ja nie wiem, w jaki sposób ten kraj może jeszcze pozostać w eurolandzie. Jest to praktycznie niemożliwe. Ale jego wyjście wywołałoby masowy odpływ depozytów z banków hiszpańskich i włoskich, na co EBC musiałby absolutnie zareagować nieograniczonym dopływem gotówki. W przeciwnym razie wystarczyłoby dwóch tygodni, a Bundesbank złożyłby broń, i taki byłby koniec euro.

Jakie byłyby konsekwencje zniknięcia wspólnej waluty?

Proszę sobie wyobrazić długi zaciągnięte w walucie, która przestaje istnieć… Myślę, że strefa popadłaby na rok w bardzo głęboką recesję, zanim kraje nie znalazłyby sposobu, aby kontynuować wzajemną wymianę i, jak Włochy i Hiszpania, odnalazłyby trochę konkurencyjności. Z punktu widzenia politycznego, miałoby to bardzo poważne konsekwencje. Byłaby to porażka największego projektu w historii, a utrata zaufania do polityków związanych z utrzymaniem starego systemu mogłaby doprowadzić rozruchów populistycznych i nacjonalistycznych.

Jakie rozwiązania przewiduje an dla krajów Południa?

Pensje hiszpańskie są dziś zawyżone o 30 proc. w porównaniu do zarobków niemieckich. Zamiast obniżać je na siłę – politycznie nie jest to niemożliwe – dlaczego nie pozwolić, aby pensje wzrosły w Niemczech, po to, aby zwiększyć konkurencyjność Hiszpanii? Ale to oznaczałoby złagodzenie polityki monetarnej i z pewnością wyższą inflację w Republice Federalnej.

Jaką przyszłość strefy euro pan przewiduje?

Jeśli EBC podejmie odpowiednie kroki, to możemy sobie wyobrazić, że poprawa nastąpi już za trzy do pięciu lat. Ale Europa będzie zawsze osłabiona. Jej waluta jest konstrukcją niestabilną i taką pozostanie aż do utworzenia europejskiej gwarancji bankowej. Do tego czasu system mógłby przetrwać z mniejszymi kłopotami, gdyby mu w tym pomóc większą dawką inflacji.

Ale przypomnijmy, tak w ogóle to Europa nie chyli się ku upadkowi. Jest to kontynent produktywny i innowacyjny. Jedynie nie zdał egzaminu sposób rządzenia oraz instytucje kontroli ekonomicznej. Ale to można całkowicie naprawić.

Paul Krugman

Noblista i popularyzator

Paul Krugman (ur. w 1953 r.) jest amerykańskim ekonomistą. Od 1999 r. należy do grona czołowych komentatorów publikujących na łamach New York Timesa. W 2008 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii za swoje prace na temat globalizacji. Jest profesorem ekonomii i stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Princeton. Jest też autorem około dwudziestu książek na temat handlu i międzynarodowych finansów. Współpracuje z magazynami Foreign Affairs, Harvard Business Review i Scientific American.

Od lat dziewięćdziesiątych zeszłego wieku Paul Krugman zdobył międzynarodową renomę za swoje popularyzaorskie felietony, dzięki którym stał się jednym z najbardziej wpływowych ekonomistów swoich czasów.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat