A gdyby Rumunia stała się spichlerzem Europy?

W sytuacji kryzysu światowego bój o zarządzanie zasobami naturalnymi jeszcze bardziej się zaostrzy w 2013 r. Podczas gdy Unia zwraca się w kierunku Rosji, by tam zaspokoić swoje potrzeby energetycznych, jeden z należących do niej krajów mógłby ją zaopatrywać w produkty rolne. Pod warunkiem, że kraj ten – Rumunia – uświadomi sobie, jakie ma atuty w rękach.

Opublikowano w dniu 8 stycznia 2013 o 11:40

Nie będzie to łatwy rok. Kryzys światowy jeszcze bardziej pogłębił przepaść między Północą a Południem oraz między Wschodem a Zachodem i ujawnił brak pomysłów na nowe globalne rozwiązania. Tylko te o zasięgu regionalnym jako tako działały (lub przynajmniej dawały nadzieję na poprawę sytuacji), tradycyjne sojusze starały się zachować choć odrobinę wpływów. Najlepszym tego przykładem jest walka o przetrwanie Unii Europejskiej ukierunkowana na ratowanie krajów strefy euro.
Europejczycy stoją wobec wielkiego dylematu, który zacznie się powoli rozwiązywać w 2013 r. UE uzależniona jest w około 60% od zasobów rosyjskich, a uzależnienie to może znacznie wzrosnąć w razie konfliktu uniemożliwiającego czasowo dostęp do zasobów Środkowego Wschodu. Nie może się również obyć bez importu zbóż i mięsa z Ameryki Południowej, to niedrogi jeszcze strategiczny dostawca, który może jednak zmienić swoją politykę w sytuacji, gdy Mercosur [Wspólny Rynek Południa] umocnił swoją pozycję głównego gracza na międzynarodowym rynku.

Walka o żywność

Europa będzie prawdopodobnie nadal uważać Rosję za strategicznego partnera w rozwiązywaniu swoich problemów energetycznych i może uda się jej wymyślić sposób na korzystanie w tej dziedzinie także z afrykańskiego rynku.Rok 2013 upłynie zaś pod znakiem zaciekłej walki o inne zasoby – surowce rolne i dostawy mięsa.
Być może kryje się tu szansa dla Rumunii, która – przynajmniej teoretycznie – mogłaby w większym stopniu zaspokajać europejskie zapotrzebowanie na produkty rolne. Historycznym błędem byłoby niewykorzystanie (tak jak to uparcie czyniliśmy przez ostatnich pięciu lat) licznych argumentów, którymi moglibyśmy się posłużyć w stosunku do Brukseli, do czego daje nam sposobność Wspólna Polityka Rolna. Opowiadam się za krajem, który nie byłby wyłącznie spichlerzem Europy, ale który potrafiłby z tego uczynić dźwignię swojej polityki zagranicznej. Może jednak tego nie chcemy, i wtedy oczywiście sprawy stają się o wiele prostsze. Będzie nadal tak, jak jest, i będziemy za to płacić określoną cenę.

Rolnictwo jako geopolityczna dźwignia

Podczas gdy u nas od ponad dziesięciu lat rozległe połacie gruntów zarastają chwastami, gdy coraz bardziej się uzależniamy od kosztownego importu we wszystkich dziedzinach produkcji rolnej, Europejczycy poszukują sposobów na zapewnienie sobie tanich i wytwarzanych z poszanowaniem środowiska produktów. I właśnie to moglibyśmy im zaoferować, i to po dobrej cenie, gdybyśmy potrafili, czy też chcieli, promować to, czym dziś dysponujemy, inwestując jednocześnie w system drobnych gospodarstw wspierany przez krajowy bank kredytów dla rolników.
To w tej właśnie dziedzinie rozegra się jedna z najbardziej bezwzględnych batalii 2013 r., z której mielibyśmy szansę wyjść wygrani, ponieważ drugie wielkie zagłębie rolnicze – Ukraina – zmaga się z ogromnymi problemami politycznymi, a my, na dodatek, mamy nad nią tę przewagę, że należymy do UE.

Prognozy

Maleją zapasy produktów rolnych

„Skrajne zjawiska pogodowe w 2012 r. spowodowały znaczny spadek produkcji rolnej na całym świecie”, stwierdza Evenimentul Zilei.

Niektórzy gospodarze zbankrutowali, inni potrafili wykorzystać sytuację i osiągnęli całkiem przyzwoite zyski z uprawy roślin, takich jak kukurydza czy soja, których ceny niespotykanie wzrosły.Ale rumuńscy rolnicy nie mieli tego szczęścia, dodaje dziennik, ponieważ cena sprzedaży kukurydzy na rynku wewnętrznym jest niższa od kosztów jej wytwarzania. Tłumaczy się to wystarczającymi w stosunku do potrzeb zapasami z 2011 r.,które „prawdopodobnie trafią w końcu na eksport, mimo że w 2012 r. produkcja w wyniku suszy znacznie spadła – o 60% w stosunku do roku poprzedniego”. Co więcej, „powierzchnia uprawy soi od kilku lat maleje, ponieważ popyt na nią zaspokajany jest przede wszystkim importem”. Prognozy analityków na 2013 r. są dość ponure, ostrzega dziennik:
specjaliści z Merrill Lynch obawiają się najgorszego i zapowiadają, że światowa produkcja pszenicy będzie bardzo niska. […] Goldmann Sachs prognozuje nawet na pierwsze półrocze wzrost cen”* pszenicy i kukurydzy.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat