Piekarz, mechanik, właściciel stacji benzynowej, sprzedawca ryb, właścicielka sklepu odzieżowego, fryzjerka, jubiler, optyk, właściciel baru... Nie ominęło to nawet proboszcza z kościoła pod wezwaniem Najświętszego Różańca.

Przez całe lata trzy pokolenia mieszkańców Ercolano, miejscowości liczącej 55 000 mieszkańców, położonej w odległości 14 kilometrów od Neapolu, robiły tylko jedno – zaciskały zęby i płaciły bez szemrania haracze w wysokości od 150 do 1500 euro, które każdego miesiąca członkowie kamorry wymuszali na właścicielach sklepów, przedsiębiorcach, a nawet na księżach, w zamian za to, że nie zatruwali im życia.

Ale to już historia. Ercolano, miasteczko leżące w połowie drogi między brzegiem morza a Wezuwiuszem, słynne z wykopalisk archeologicznych z okresu rzymskiego, powiedziało: „Dość”. Stało się pierwszym miastem na południu Włoch, które odważyło się sprzeciwić mafii i postanowiło nie ulegać dłużej jej finansowym żądaniom.

„Ercolano, terytorium wolne od haraczu”, można przeczytać na rzucającym się w oczy transparencie przy wjeździe do miasta. „Koniec z prześladowaniem”, głoszą z dumą plakaty wiszące w licznych witrynach sklepowych. To jawna prowokacja, zważywszy, że według danych stowarzyszenia SOS Confesercenti, pobieranie „pizzo” – bo tak nazywa się podatek, który mafia ściąga od właścicieli sklepów za pomocą gróźb i zastraszania – każdego roku zostawia w sejfach zorganizowanych grup przestępczych we Włoszech około 10 miliardów euro, a jego ofiarami pada około 160 tysięcy firm.

Prawdziwa rewolucja nastąpiła w 2005 r.

„W Ercolano jesteśmy już wolni”, mówi Giuseppe Scognamiglio, koordynator Radio Siani, rozgłośni występującej przeciwko mafii i działającej na rzecz praworządności, założonej w 2009 r., która mieści się w dawnej kwaterze głównej miejscowego capo kamorry.

„Jednak jeszcze kilka lat temu życie tutaj wyglądało zupełnie inaczej – wszyscy płacili haracz mafii, zabójstwa były na porządku dziennym, członkowie zorganizowanych grup przestępczych przechadzali się uzbrojeni po ulicach, jeździli opancerzonymi samochodami, wyposażonymi w karabiny maszynowe, a ludzie dosłownie umierali ze strachu”.

Bunt Ercolano przeciwko mafii rozpoczął się w 2004 r., kiedy po raz pierwszy w historii, właściciel, a właściwie właścicielka, firmy odważyła się zgłosić służbom bezpieczeństwa fakt, że do jej sklepu przyszedł żołnierz mafii i zażądał pieniędzy w zamian za to, że nie będzie stwarzał jej żadnych problemów. Tą odważną kobietą była jasnowłosa i elegancka Raffaella Ottaviano. „Nie wiem, dlaczego, ale wcześniej nikt nigdy nie próbował ode mnie niczego wymusić. Kiedy tamten facet wszedł do mojego sklepu i władczym tonem powiedział, że muszę mu zapłacić, bardzo się wystraszyłam”, wyznaje w rozmowie z dziennikarzami El Mundo.

„Pomyślałam jednak, że wolałabym od razu zamknąć sklep niż, żyć w ciągłym strachu. Oznajmiłam więc temu mafioso, że nie zapłacę i poszłam prosto na komisariat, aby zgłosić całe zajście”. Na koniec mówi, że „lepiej umrzeć jeden raz, niż codziennie umierać po trochu”.

Heroiczny czyn Raffaelli Ottaviano zrobił na wszystkich duże wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że inni właściciele sklepów, którzy odważyli się sprzeciwić mafii, drogo za to zapłacili, jak na przykład Sofia Ciriello, właścicielka piekarni w centrum Ercolano; członkowie mafii nie tylko podsunęli jej pod nos pistolet, żeby ją przekonać, że lepiej będzie, jeśli zapłaci, ale nawet zdetonowali bombę w jej zakładzie.

Jednak prawdziwa rewolucja nastąpiła dopiero w 2005 r., kiedy pan Nino Daniele został burmistrzem Ercolano, w owym czasie pogrążonego w krwawej wojnie między dwoma mafijnymi klanami. Średnio raz w tygodniu dochodziło tam do zabójstwa, a przedsiębiorcy cierpieli z powodu „pizzo”. „Nie mogę podać dokładnej liczby, ale bardzo wielu drobnych przedsiębiorców musiało zamknąć swoje sklepy, bo nie mogli udźwignąć takiego obciążenia. Cały handel przeżywał kryzys. W Ercolano rozgrywał dramat zarówno gospodarczy, jak i ludzki. Trzeba było coś z tym zrobić”, mówi były burmistrz miasta.

Nie ma już zabójstw ani broni

Nino Daniele zakasał rękawy i przez cztery lat, kiedy to sprawował urząd, ciężko pracował, aby przywrócić mieszkańcom Ercolano zaufanie do instytucji państwowych. Nie tylko odważył się rzucić wyzwanie mafii, stając na czele licznych manifestacji przeciwko niej, ale także zaczął zwalczać zorganizowaną przestępczość z pomocą policji, z niespotykaną dotąd energią rozwiązał wszystkie umowy, jakie miasto podpisało z firmami podejrzanymi o związki z kamorrą, zaczął walczyć z nadużyciami na rynku nieruchomości, tak typowymi w świecie przestępczości zorganizowanej i odważył się występować jako oskarżyciel posiłkowy w wielu procesach przeciwko członkom kamorry.

Ponadto uruchomił rozmaite środki, aby przekonać właścicieli sklepów, by przestali płacić haracz – wprowadził, między innymi, przepis zwalniający ich z płacenia podatków na rzecz miasta w zamian za zgłoszenie wymuszeń ze strony mafii. I jakby tego było mało, zainicjował utworzenie Stowarzyszenia przeciwko Wymuszeniom przez Mafię, którego przewodniczącą jest Raffaella Ottaviano.

Efekty jego działalności rzucają się w oczy – policyjne operacje i procesy sądowe doprowadziły do tego, że około 250 należących do mafii mieszkańców Ercolano przebywa dziś w więzieniu. Nie ma już zabójstw ani broni. 23 przedsiębiorców i właścicieli sklepów, którzy padli ofiarami wymuszeń ze strony mafii, znalazło w sobie odwagę, by zeznawać przeciwko 41 członkom zorganizowanych grup przestępczych i wziąć udział w toczących się przeciwko nim procesach. A „pizzo” przeszło już do historii.