Dobricz protestuje. Mieszkańcy tego niewiele ponadstutysięcznego miasta w północno-wschodniej Bułgarii chcą, aby w sąsiedniej Rumunii zarzucono poszukiwania gazu łupkowego. Z Dobricza do granicy jest około 40 km, a do terenów, gdzie amerykański koncern energetyczny Chevron zamierza już niebawem prowadzić badania geologiczne, jeszcze dalej, ale odległości w niczym nie przeszkadzają protestującym.

Walczą przeciwko firmom energetycznym niszczącym wspólny bułgarsko-rumuński region Dobrudży. Ma mu zagrażać szczelinowanie hydrauliczne, kontrowersyjna metoda wydobywcza. W Dobriczu wierzą, że pompowanie głęboko pod ziemię potężnych ilości wody i piasku wymieszanych z chemikaliami, w tym detergentami, które wyciskają gaz ze skał łupkowych, skazi całą okolicę. Nie może być inaczej, skoro podczas poszukiwań na obszarze 1,8 tys. km kw. Chevron będzie przeprowadzał kontrolowane podziemne eksplozje…

W Dobriczu, który regularnie manifestuje od ponad półtora roku, znają skuteczność ulicznego sprzeciwu. Właśnie fala wielkich protestów wspieranych przez dobrze zorganizowany ruch ekologiczny zmusiła bułgarski parlament do wprowadzania w styczniu zeszłego roku moratorium na szczelinowanie. Tym samym Bułgaria stała się drugim po Francji krajem w Europie, gdzie zakazano wydobywania gazu z łupków.

Cały artykuł (za opłatą) można przeczytać na stronie Polityki