Skąd wiedzieć, w którą stronę się skierować, teraz gdy ruszyła wielka karuzela, jaką jest obsada najważniejszych stanowisk w Brukseli? Możliwych strategii jest wiele – to pierwszy wniosek, który nasuwa się po serii wywiadów z urzędnikami Unii Europejskiej, jak i obecnymi lub byłymi ambasadorami w Brukseli.

A drugi jest taki, że strategie to nie wszystko. „Przypadek i łut szczęścia też mają znaczenie", powiada były ambasador jednego z mniejszych państw członkowskich. Przypomnijmy choćby nominację José Manuela Barroso na przewodniczącego Komisji Europejskiej w 2004 roku.

„Szefowie rządów rwali sobie włosy z głów. Wielka Brytania zawetowała belgijskiego kandydata, Guy Verhofstadta, natomiast jej kandydat, Chris Patten, nie był traktowany poważnie. Przywódcy bacznie się obserwowali aż ich spojrzenia skierowały się ku premierowi Portugalii José Manuel Barroso. Nie był znany, a zatem nie był kontrowersyjny, był chrześcijańskim demokratą i jego kraj mógł się bez niego obyć. I tak to, bez jakiejkolwiek kampanii, Barroso został przewodniczącym Komisji”.

Powołanie Belga Hermana Van Rompuya, na przewodniczącego Rady UE w 2009 r. było równie niespodziewane. Wtedy również inni potencjalni kandydaci zostali utrąceni: Tony Blair (zbyt dominujący), Jean-Claude Juncker (wzgardzony przez Francję), Jan Peter Balkenende (nieprzekonujący). W ten oto sposób bezbarwny Herman Van Rompuy, człowiek znikąd bez żadnej strategii, stał się jedną z pierwszoplanowych postaci europejskiej sceny politycznej.

Belgia z trudem sobie bez niego poradziła (Van Rompuy rządził pogrążonym w politycznym kryzysie krajem niecały rok). Ale to niczego nie zmieniło. Tego samego wieczoru, ku ogólnemu zdumieniu – zwłaszcza samej Catherine Ashton – została ona Wysokim przedstawicielem Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Brytyjczycy nie przygotowali nawet kilku słów podziękowania.

Cztery pytania

„Przypadek odgrywa istotną rolę”, konstatuje doświadczony europejski urzędnik. „Ale nominacje nie są już loterią. Przywódcy są zbyt wyrachowani, aby zdać się na zrządzenie losu. Nawet jeśli nie ma się wszystkich atutów, będąc dobrze przygotowanym, można w jakiś sposób pomóc fortunie”.

Dobrze by było, gdyby kraje członkowskie zaczęły od sformułowania odpowiedzi na cztery zasadnicze pytania. Kogo, kiedy i na jakie stanowisko powinny desygnować. Czwarte pytanie dotyczy czynnika losowego. Ale ten z natury jest kapryśny i trudny do przewidzenia.

Kostka Rubika to dziecinna igraszka w porównaniu z łamigłówką, jaką jest obsada stanowisk w Brukseli

Odpowiedzi na te cztery pytania mogą pomóc w wypracowaniu strategii w tym, bardzo złożonym, procesie przydzielania ról. Kostka Rubika to dziecinna igraszka w porównaniu z łamigłówką, jaką jest obsada stanowisk w Brukseli.

Tym razem wybór nowego przewodniczącego Komisji jest jeszcze trudniejszy, gdyż Parlament Europejski już przedstawił kandydaturę byłego premiera Luksemburga Jean-Claude’a Junckera.

Według Parlamentu Juncker spełnia wymagania wyborców. Tę opinię można kwestionować, ale faktem jest, że szefowie rządów znaleźli się między młotem a kowadłem. Ich zadaniem jest wprawdzie zaproponować kandydata na przewodniczącego Komisji, ale to Parlament musi tę kandydaturę zatwierdzić.

Istnieje obawa, że deputowani odrzucą każdego, kto nie nazywa się Jean-Claude Juncker. Coraz więcej szefów rządów zaczyna żałować, że aktywnie (Angela Merkel, Mark Rutte) lub biernie namawiało Parlament do wysunięcia swojego kandydata na przewodniczącego Komisji. „To istne gniazdo szerszeni", kwituje Ben Bot [były ambasador Holandii przy UE].

Tymczasem przywódcy rządów polecili Van Rompuy’owi, aby wyszukał kandydata, który może cieszyć się poparciem wszystkich (zarówno premierów jak i deputowanych). Rozlewu krwi trzeba uniknąć za wszelką cenę; Bruksela nie jest strzelnicą w wesołym miasteczku, gdzie zawsze się coś wygrywa.

Gorzka pigułka

Dlatego zrozumiałe jest, że Van Rompuy próbuje pomóc w przełknięciu gorzkiej pigułki, którą wielu będzie musiało zażyć, oferując możliwie jak najszerszą listę nominatów do objęcia prestiżowych stanowisk (na swojego następcę, na wysokiego przedstawiciela do sprawy zagranicznych, czy też przewodniczącego eurogrupy) oraz prezentując zestaw priorytetów politycznych, którymi powinien się kierować nowy przewodniczący Komisji.

Każdy znajdzie tu coś dla siebie, co ułatwi dojście do kompromisu. To kolejna okazja dla Van Rompuya, który jako były polityk belgijski, wydaje się dobrze przygotowany do misji „sformułować propozycję”. Zakończenie procesu wyłaniania kandydatów na najwyższe unijne stanowiska wymaga ekwilibrystycznych umiejętności i wzięcie pod uwagę wielu czynników, takich jak: przekonania polityczne kandydatów, wielkość kraju, z którego pochodzą, jego położenie geograficzne, to czy pochodzi z „nowego” czy „starego” państwa członkowskiego, czy jego kraj należy do strefy euro, jak również to, jakiej jest płci.

„Cała sztuka polega na dopasowaniu brakujących elementów układanki”, mówi wysoko postawiony urzędnik UE. „Oznacza to, że w ciągu najbliższych tygodni każdy z decydentów będzie musiał zachować czujność, być w gotowości i stale pod telefonem”. Po wyborze przewodniczącego Komisji rozpocznie się batalia o inne stanowiska, z których sprawuje się kontrolę nad codzienną pracą unijnych instytucji.

Podobnie jak w miłości, tak i w tej rozgrywce wszystkie (lub prawie wszystkie) chwyty są dozwolone. Ktoś wepchnie się bez kolejki, ktoś inny kopnie kogoś z tyłu. Blef, groźby, zastawianie pułapek są czymś oczywistym. Gra jest warta świeczki, bo przewodniczącego Komisji wspiera tylko 27 komisarzy, a nie każdy z nich będzie miał pełne ręce roboty.

Nowy komisarz ds. rozszerzenia ma przed sobą pięć spokojnych lat. Teka komisarza ds. rybołówstwa jest równie pusta jak pozbawione ryb morza, także komisarz ds. kultury i wielojęzyczności powinien poszukać sobie jakiegoś hobby.

Niezależnie od strategii, lepiej nie zwlekać. Pod koniec czerwca, szefowie rządów znowu spotkają się w Brukseli i miejmy nadzieję, że Van Rompuy zakończy do tego czasu przygotowywanie swojej propozycji obsadzenia kluczowych stanowisk. Jak mówi pewien unijny urzędnik, „trzeba zadbać o to, aby proces się nie przeciągał, w przeciwnym razie czeka nas kompromitacja. Minął już miesiąc od wyborów europejskich. Wszyscy mieli prawo oczekiwać, że 28 szefów rządów i przywódców Parlamentu Europejskiego wybierze w tym czasie przewodniczącego Komisji. UE nie jest przecież Belgią lub Holandią, gdzie tworzenie rządu trwa wiele miesięcy!”.