UE ma „tajnego członka” ‒ Chiny. Jeśli wierzyć dziennikowi Die Welt, są one w istocie „najważniejszym partnerem handlowym UE po USA” i, ku rozczarowaniu Brukseli, przywiązującym coraz większą wagę do stosunków dwustronnych ze Wspólnotą.

Tak więc na początku września, chiński MSZ zaprosił przedstawicieli 16 krajów Europy Środkowej i Wschodniej do Pekinu na „Konferencję europejską” w celu stworzenia nowego partnerstwa Europy Środkowej i Wschodniej, nazwanego przez gazetę „EWG”. Ustanowiono sekretariat 16 krajów, w tym dziesięciu członków UE. I chociaż poszczególne państwa, od Albanii po Polskę, wysłały swoich ambasadorów, UE jako taka nie została zaproszona.

Reprezentanci Brukseli wyrażają zaniepokojenie: ta wiadomość zdaje się sugerować, iż chińska polityka wobec UE kieruje się zasadą ‘dziel i rządź’.

Dopóki Bruksela nie zmieni stanowiska w sprawach, do których Chiny przywiązują znaczenie, takich jak uznanie ich gospodarki za rynkową czy też rezygnację z embarga na sprzedaż broni, Pekin będzie nadal, w ten oto subtelny sposób, rozwijać związki uzależniające niektóre kraje europejskie od Państwa Środka, wyjaśnia dziennikowi berliński politolog Jonas Parello-Plesner. W Grecji, na przykład, Chiny przejęły część portu w Pireusie, a Węgrom zaoferowały „specjalny kredyt” na sumę miliarda euro.

I chociaż chińscy dyplomaci twierdzą, że drogą takiego zaangażowania ich kraj pragnie „wzmocnić stosunki z UE”, Die Welt odnotowuje fakt, że Bruksela pozostaje sceptyczna:

Jej przedstawiciele chcą sprawdzić, czy aby Pekin, poprzez zainwestowane fundusze, nie próbuje uczynić z krajów nowego EWG swojego klubu lobbystów.