Angela Merkel się nie cofa. Ale jej europejscy partnerzy robią się coraz bardziej nerwowi. Dziennik The Irish Independent pisze dziś o porażce nowego irlandzkiego premiera. Podczas wczorajszej konferencji, zorganizowanej wspólnie z premierem Portugalii Jose Socratesem, niemiecka kanclerz oświadczyła, że nie ma sposobu, by „sztucznie zaniżyć” oprocentowanie 85 miliardów euro, które Zielona Wyspa otrzymała od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dziennik przypomina, że podczas irlandzkiej kampanii przed wyborami dzisiejszy ich zwycięzca Enda Kenny „kładł duży nacisk na renegocjację umowy”. Independent dodaje, że obecne oprocentowanie pożyczki – wynoszące 5,7 % ‒ jest „wyniszczające”.

Podczas konferencji Merkel i Socratesa, jak zauważa Público, liderzy obu krajów „starannie recytowali” zaklęcia, które przekonać mają rynki, że z portugalską gospodarką nie jest aż tak tragicznie. Niemiecka kanclerz już na początku odrzuciła sugestie, że Lizbonie potrzebna jest pomoc z MFW czy Europejskiego Instrumentu Stabilności Finansowej (EISF). Merkel pochwaliła portugalskiego premiera za „odważne kroki zmierzające do redukcji deficytu”, podkreślając jednak, że reformy strukturalne i oszczędności budżetowe „muszą pójść jeszcze dalej”. Público pisze, że szefowa niemieckiego rządu wyraziła swój sceptycyzm co do portugalskiej propozycji wzmocnienia EISF w zamian za przyjęcie zasad forsowanego przez Berlin i Paryż „Paktu na rzecz konkurencyjności”. Powód? Opinia publiczna w Republice Federalnej jest „bardzo niechętna” wspomaganiu słabszych na Starym Kontynencie.

Dyskusje trwają, a ministrowie finansów państw strefy euro przygotowują się już do spotkania, które odbędzie się 11 marca. Temat: francusko-niemieckie plany zharmonizowania prawa pracy oraz polityki podatkowej i emerytalnej. Państwa członkowskie, które nie przyjęły wspólnej waluty, pozostają na razie na aucie. „Polska jest rozdrażniona, bo nikt nie zaprosił jej do rozmów”, pisze rumuński Adevărul i dodaje, że Bułgaria, która wprowadziła już do konstytucji poprawki pozwalające na stabilizację finansów publicznych również „ma poczucie, że odrobiła zadanie domowe”. Tymczasem w Bukareszcie, zmagającym się z efektami kryzysu, narasta niepokój. Tutejsi politycy obawiają się, że jej przyszły wkład w EISF, oceniany dziś na około 2,5 miliarda euro, jest zbyt wielki. Wkłady państw członkowskich spoza strefy euro są aktualnie obliczane na podstawie dwóch wskaźników: PKB i wielkości populacji. Rumuni chcą to zmienić i przypominają, że dla krajów posługujących się wspólną walutą istnieje tylko jeden wskaźnik: PKB. Adevărul podkreśla, że tych, którzy mają euro, i tych, którzy zachowali narodowe waluty, łączy jedno – wszyscy są coraz bardziej rozdrażnieni tym, że Angela Merkel w sprawie kryzysu próbuje działać bez konsultowania czegokolwiek z innymi. Bruksela nie reaguje, a prezydent Van Rompuy objeżdża teraz wschodnią i centralną Europę, by „uspokoić nastroje”, pisze wydawana w Bukareszcie gazeta.