Dylemat EBC

W obliczu groźby niewypłacalności Włoch, które wszakże zobowiązały się do natychmiastowego przyjęcia planu oszczędnościowego, Europejski Bank Centralny postanowił je wesprzeć. Jego wiarygodności zagraża jednak niezdecydowanie rządu Berlusconiego.

Opublikowano w dniu 6 września 2011 o 15:23

Miesiąc temu różnica między włoskimi a niemieckimi długoterminowymi papierami wartościowymi osiągnęła 413 punktów bazowych (czyli 4,13%). Bez natychmiastowej interwencji Europejskiego Banku Centralnego (EBC) rządowi włoskiemu groziła utrata dostępu do rynku gospodarczego, czyli niewypłacalność.

To był powód, dla którego Trichet napisał do Berlusconiego słynny list, zawierający podobno zobowiązanie EBC do nabycia włoskich papierów, ale w zamian za przeprowadzenie przez nasz rząd operacji prowadzącej do osiągnięcia w 2013 r. równowagi budżetowej i do ożywienia gospodarczego.

Interwencja EBC opierała się na założeniu, że nazbyt pesymistyczny w ocenach rynek powątpiewa w zdolność Rzymu do spłaty długów i rozruszania gospodarki. List intencyjny Tricheta miał uwiarygodnić działania włoskiego rządu. W powiązaniu z kilkoma zakupami strategicznymi na rynku wtórnym mógł ustabilizować sytuację.

Jednak interwencja miała szansę zakończyć się sukcesem pod jednym warunkiem – pojawi się i szybko zostanie zatwierdzony odpowiedni plan reform. Wspomniane zakupy papierów, choć nie bez znaczenia, były jedynie doraźnym środkiem zaradczym. Jeśli nawet EBC budzi lęk w wśród spekulantów, to co najwyżej może on osłabić ich naciski. Jednak zyski z tej operacji mają charakter tymczasowy. Bo gdy sytuacja pozostanie taka, jaka jest, skutki interwencji niemal natychmiast znikną.

W obliczu dylematu

Tak się zresztą stało. Interwencja Europejskiego Banku Centralnego i natychmiastowe ogłoszenie przez włoski rząd nowego, bardziej ambitnego planu działań obniżyły chwilowo, tę przywoływaną na początku, różnicę punktów bazowych, która spadła poniżej 300. Ale był to tylko moment na oddech, a nie jakiś zdecydowany przełom. Rynek chciał mieć pewność, że wiara w nową operację włoskiego rządu ma jeszcze sens.

Niestety tarcia wewnątrz rządu miały niekorzystne następstwa. Nadzieje, że wystarczy mu podyktować warunki, a uczyni on to, co powinien był zrobić na początku lipca, a takie nadzieje właśnie żywił Europejski Bank Centralny, okazały się jednak pobożnym życzeniem. Włoski rząd, uspokojony, że przecież coś się na lepsze zmieniło, zaczął się powoli wycofywać. Zawiesił plany cięć funduszy dla władz lokalnych i wprowadzenia „kontrybucji solidarnościowej”, i w ogóle znacznie ograniczył skalę operacji.

Europejski Bank Centralny stoi teraz wobec dylematu. Jeśli chce wspierać europejską integrację, musi ukarać Włochy lub przynajmniej ich rząd, który nie dotrzymał słowa. Jeśli unia podatkowa – ze wszystkimi związanymi z nią transferami – ma się stać faktem, europejskie instytucje muszą być zdolne do kontroli zbyt rozrzutnych rządów. Bez tego środka transfery takie tylko przedłużyłyby kryzys finansowy w poszczególnych krajach, a nie rozwiązały go. Dalsze wspieranie Włoch, które puściły słowa na wiatr, niweczy przyszłą wiarygodność Unii Europejskiej, a zatem zagraża jej przyszłości.

Trudne do wyobrażenia konsekwencje

Jednak EBC dobrze wie, że jeśli pozostawi teraz Włochy własnemu losowi, przypieczętuje koniec euro. Nakłaniając rząd do wypełnienia swojego obowiązku, pokazał, że nie jest instytucją niezawodną, psując paradoksalnie swój wizerunek. Dlatego właśnie trzeba się liczyć z tym, że mimo zakupów poczynionych przez EBC, znowu rozziew między niemieckimi i włoskimi papierami zacznie się rozszerzać. Oczywiście bez wsparcia Banku sytuacja byłaby o wiele gorsza niż 5 sierpnia. Nawet gdyby postanowiono uruchomić europejski fundusz stabilizacji finansowej (EFSF), nie wystarczyłoby środków. Co więcej, nawet przy politycznym wsparciu byłoby zbyt mało czasu na zatwierdzenie przez wszystkie parlamenty zwiększenia dotacji EFSF.

Gdyby EBC pozostawił Włochy własnemu losowi, stałyby się one niemal nieuchronnie – a wraz z nimi włoskie banki posiadające znaczne ilości obligacji państwowych – niewypłacalne. Kryzys rozlałby się najpewniej na banki francuskie i niemieckie, z wszystkimi konsekwencjami, jakie tylko można sobie wyobrazić. Euro z trudem przetrwałoby taki scenariusz. Innymi słowy posługiwanie się groźbą ukarania rządu włoskiego nie ma najmniejszego sensu, bo owa kara spowodowałoby katastrofę.

Europejski Bank Centralny, nie mając żadnych sankcji, traci na wiarygodności. Myślał, że uda mu się z łatwością kontrolować włoski rząd. Paradoksalnie stał się dziś jego ofiarą. Jakie jest wyjście z tego dylematu? Nasz parlament powinien ukarać gabinet za jego nieudolność. To nie jest już sprawa większości, tylko kwalifikacji i wiarygodności rządu. Albo coś się zmieni, albo wyjdziemy z Europy.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat