Europejska skarbonka pod nadzorem

Pieniądze z funduszy europejskich są pokusą dla skorumpowanych polityków. Po kilku aferach Bruksela zamroziła przekazywane środki i zaczęła kontrolować sposób ich wykorzystywania. Ku rozpaczy rządu patrzącego na swe rosnące zadłużenie.

Opublikowano w dniu 14 czerwca 2012 o 14:39

Przed trzema laty, gdy ostemplowana w Brukseli koperta trafiła na stół bułgarskiego premiera Sergeja Staniszewa, sprawa poruszona w liście stała się jego największym koszmarem. Audytorzy potwierdzili podejrzenia, że miliardy euro z funduszy unijnych, które napłynęły do tego kraju, przepadły gdzieś w kieszeniach mafiosów i lokalnych polityków. Decyzja Brukseli była bezapelacyjna: zamrożenie wszystkich subwencji na czas nieokreślony.

Dziennikarze z całej Europy zaczęli ściągać do Bułgarii i nadsyłać stamtąd pełne niedowierzania reportaże na temat tego wszystkiego, co działo się na tym europejskim „Dzikim Wschodzie”. Nikt sobie wówczas nie wyobrażał, że za kilka lat w Czechach powtórzy się scenariusz, który wydaje się kropka w kropkę taki sam.

Bułgarzy wciąż nie podnieśli się po tym fiasku. I definitywnie stracili sporą część przeznaczonych dla nich środków. Natomiast pomoc finansowa przydzielona Czechom została w lutym zamrożona i jej przyszłość wciąż pozostaje niepewna.

Na pokładzie samolotu lecącego 4 czerwca z Brukseli do Pragi grupa bardzo poważnych mężczyzn i kobiet z identyfikatorami Komisji Europejskiej zajęła miejsca obok turystów i biznesmenów. Po wylądowaniu na międzynarodowym lotnisku Praga-Ruzyně wszyscy oni udali się do gmachu Ministerstwa Finansów, a następnie do Usti nad Łabą [na północy Czech], dokąd zamierzali dotrzeć. Właśnie tam europejscy inspektorzy spędzili cały tydzień tylko po to, aby ustalić, jak dalece „bułgarski scenariusz” powtórzył się w Czechach.

Newsletter w języku polskim

Drastyczne cięcia i podnoszenie podatków

Bruksela nieprzypadkowo postanowiła przyjrzeć się rozdzielaniu dotacji w regionach Karlowe Wary [w zachodnich Czechach] i Usti nad Łabą. Miejscowe media doskonale opisały praktykę ustawiania cen w przypadku zamówień publicznych dla szpitali, wycenianych z kilkukrotną przebitką w stosunku do ich rzeczywistej wartości. Audyt przeprowadzony niedawno przez niezależną firmę Deloitte wykazał, że na 35 przeanalizowanych projektów o łącznej wartości 4 miliardów koron [nieco ponad 157 milionów euro] co najmniej jedna trzecia nie została zrealizowana zgodnie z regułami sztuki.

Człowiek, który musi stawić czoło tej nawałnicy (i rosnącej liczbie afer związanych ze sprzeniewierzeniem funduszy europejskich, w rodzaju sprawy Davida Ratha) [byłego wojewody Kraju środkowoczeskiego przebywającego obecnie w areszcie], wydaje się jednak bardzo pogodny. „Wielu ludzi, którzy pracują w obszarze funduszy europejskich, wykonuje bardzo dobrą robotę. Byłoby naprawdę szkoda, gdyby zaczęto myśleć, że wszyscy są umoczeni”, stwierdza kręcąc głową Miroslav Matej, dyrektor gabinetu ministra finansów, który jest odpowiedzialny za kompletny audyt wykorzystania funduszy europejskich.

Jedno, co można powiedzieć na pewno, to to że on i jego współpracownicy zgadzają się obecnie bardzo otwarcie rozmawiać z dziennikarzami i że Matej cieszy się bardzo dobrą reputacją. Przez kilka lat pracował on w Europejskim Trybunale Obrachunkowym jako audytor wielkich projektów rozwojowych UE. Cała gra toczy się dziś o to, czy Czesi zdołają odzyskać zaufanie brukselskiej delegacji. Czy uda im się przekonać tę przybyłą na początku czerwca, ale również tę spodziewaną w lipcu. A przede wszystkim, czy przejdą pomyślnie końcowy egzamin, przewidziany także w lipcu, już w samej Brukseli.

Od 1 czerwca obowiązują nowe surowsze ramy prawne dotyczące zamówień publicznych. A oprócz gotowości prawdziwego rozwiązania problemu znamy odtąd jego wartość nominalną. Na razie zamrożono około 60 miliardów koron [około 2,4 milliarda euro] zaplanowanych w budżecie przez Czechów, którzy liczyli na przekazanie tej sumy przez UE. Gdyby kurek z pieniędzmi nie został ponownie otwarty przed końcem roku, to blokada mogłaby objąć aż 100 miliardów koron [około 4 milliardów euro]. A to oznacza tylko jedno: podwojenie zadłużenia Czech w 2012 r., które rząd Petra Nečasa chciał zmniejszyć, prowadząc od wielu miesięcy politykę drastycznych cięć budżetowych i podnoszenia podatków.

Rosnąca niezależność

Jakkolwiek by było, jest jeszcze za wcześnie, aby straszyć widmem „bułgarskiego scenariusza”. Ale według wszelkiego prawdopodobieństwa część pieniędzy sprzeniewierzono. I jest wielce prawdopodobne, że Czesi nie mogą już ich odzyskać. Ten problem można po części zrzucić na karb tego, że dopiero zaczynają się uczyć, jak dystrybuować środki publiczne zgodnie z normami europejskimi. I nie oni jedni. W ciągu minionego roku Bruksela znacząco zaostrzyła wszystkie swoje kontrole. Powody przyjęcia tych ściślejszych norm są całkowicie zrozumiałe. Wielcy płatnicy funduszy z budżetu wspólnotowego, tacy jak Niemcy, wywierają coraz mocniejszą presję w celu wprowadzenia ściślejszej kontroli wydatków.

Nawet jeśli w najbliższych miesiącach Bruksela postanowi odblokować zamrożone przelewy opiewające na miliardy koron, o które toczy się gra, nie będzie to jeszcze bynajmniej oznaczać pełnego zwycięstwa Czechów. Co najmniej cztery wielkie subwencjonowane programy, z których największy dotyczy budowy autostrad i linii kolejowych, pozostaną zawieszone z powodu podejrzeń o ogromne przeszacowanie [cen zamówień publicznych] i korupcję.

Ale można także spojrzeć na tę sytuację z innego punktu widzenia. Przypadek Usti nad Łabą [skąd pochodzi prokurator prowadzący śledztwo w sprawie Davida Ratha] jest nie tylko pierwszym krokiem w stronę wykrycia innych ewentualnych przestępstw. Dowodzi on także rosnącej niezależności kluczowych aktorów w czeskiej sferze publicznej. Praca wykonywana w sposób niezależny przez policję i prokuratorów daje Brukseli nadzieję, że odtąd także sami Czesi będą u boku Komisji Europejskiej działać coraz usilniej na rzecz tego, aby zagwarantować bardziej właściwy rozdział unijnych subwencji.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat