Europejskie histeryzowanie

Europejskie oburzenie wywołane ujawnieniem informacji o zbieraniu przez USA danych wywiadowczych w Europie jest przesadne, pisze New York Times. Podobnie zresztą jak groźba zerwania rozmów o umowie o wolnym handlu. Tego typu działalność wywiadowcza jest zgodna z amerykańskim prawem, a Waszyngton informuje europejskich partnerów o jej efektach.

Opublikowano w dniu 3 lipca 2013 o 15:44

Oburzenie, jakim Francja, Niemcy i inne kraje europejskie pałają, od kiedy internetowe wydanie Spiegla doniosło w zeszły weekend, że amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa podsłuchiwała ambasady i delegacje państw UE w USA i monitorowała zawartość ich komputerów, wydaje się być cokolwiek udawane. Szpiegowanie sojuszników robi kiepskie wrażenie i rzadko staje się przedmiotem debaty publicznej, chyba że – jak w tym przypadku – dokumenty wywiadowcze wyciekną do prasy. Lecz rządy po obu stronach Atlantyku (i niemal wszędzie indziej na świecie) szpiegują się nawzajem od dawna.

Daleko odeszliśmy od czasów, kiedy sekretarz stanu Henry Stimson, zamykając w 1929 r. biuro deszyfrażu Departamentu Stanu wyjaśniał: „Dżentelmeni nie czytają cudzych listów”. Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) została w trybie tajnym powołana w 1952 r. w celu przechwytywania wszelkiego rodzaju informacji z zagranicznych źródeł przy użyciu wszelkich możliwych urządzeń.

500 milionów miesięcznie

Nowym elementem jest tu postęp w dziedzinie technologii komputerowych, dzięki której przechowywanie danych jest tak tanie, a ich analiza tak szybka, że NSA może dzisiaj przechowywać i analizować praktycznie nieograniczone ich ilości. Tym ważniejsze stają się w tej sytuacji ograniczenia instytucjonalne. Trudno jednak rozmawiać o ich kształcie, kiedy każdy szczegół jest supertajny.

Większość europejskich rządów zapewne od dawna wiedziała o możliwościach NSA. Nie wiedzieli za to Europejczycy, którzy dopiero z artykułu Spiegla dowiedzieli się, ile prywatnych rozmów telefonicznych, e-maili i esemesów NSA monitoruje miesięcznie w Europie. Według gazety jest to 500 milionów co miesiąc w samych Niemczech. Tak wielka liczba wzbudza podejrzenia, że Amerykanie zbierają dane nie tylko związane z narodowym bezpieczeństwem czy walką z terroryzmem.

Zgodnie z amerykańskim prawem NSA może swobodnie podsłuchiwać zwykłych Europejczyków; jedynie inwigilacja obywateli amerykańskich wymaga zgody sądu. Podobnie niemieckie agencje bezpieczeństwa mają zakaz szpiegowania własnych obywateli. Naiwnością byłoby sądzić, że sojusznicze służby nie wymieniają się informacjami, które mogą być poza zasięgiem zainteresowania dla jednych, ale nie dla drugich.

W interesie wszystkich zainteresowanych

Dlatego oburzenie europejskich polityków wydaje się przesadne, podobnie jak groźby zerwania rozmów na temat umowy o wolnym handlu UE–USA (strategie negocjacyjne mogły być celem amerykańskich podsłuchów). Nie byłoby wielkim zaskoczeniem, gdybyśmy dowiedzieli się, że i Europejczycy próbowali uzyskać informacje o strategii negocjacyjnej Amerykanów. Jednak podpisanie umowy leży w interesie wszystkich zainteresowanych.

Pozytywną konsekwencją całej sprawy może być wzmocnienie nacisku Europy na wprowadzenie bardziej restrykcyjnych przepisów regulujących zbieranie danych o prywatnych osobach przez firmy i rządy. NSA nie musi uznawać, że przepisy takie ograniczają jej tajną działalność, ale może pod ich wpływem działać bardziej selektywnie, a swe praktyki zmienić na bardziej staranne. Robienie sobie wrogów z obywateli krajów bardzo nam bliskich to niezbyt obiecująca strategia poprawy bezpieczeństwa międzynarodowego.

Widziane z Europy

Po co więc podsłuchiwać nudne rozmowy?

„NSA gromadzi informacje tylko do archiwów, a to zły interes”, zapewnia analityk z Haskiego Centrum Studiów Strategicznych. W artykule opublikowanym przez De Morgen Teun van Dongen zastanawia się nad tym, jaki pożytek mają Stany Zjednoczone z tych wszystkich informacji zebranych w Brukseli, w większości „wyjątkowo nudnych” ‒

Jeśli chodzi o szpiegowanie Rady Europejskiej, większość informacji dotyczy polityki, która nie ma żadnego znaczenia dla interesów Stanów Zjednoczonych. To kojarzy się z cokolwiek dziwaczną scenką – pracownik tajnej służby jednego z najpotężniejszych państw na świecie, w multimedialnym kasku podsłuchuje w potajemnym skupieniu rozmowę telefoniczną na temat bezrobocia wśród młodzieży lub limitów połowowych.

„Wykorzystywanie NSA do inwigilacji europejskich dyplomatów jest bardzo kosztownym sposobem dowiadywania się o tym, o czym i tak wszyscy wiedzą”, uważa Teun Van Dongen. Jeśli działania szpiegowskie służą temu, aby uzyskać pełniejszą wiedzę na temat sporów między krajami członkowskimi w „kwestiach globalnych”, to przecież „wystarczy, by Agencja Bezpieczeństwa Narodowego zwróciła się o nie do jakiegokolwiek uważnego czytelnika gazet”, nie są to bowiem tajemnice państwowe, ale informacje publiczne.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat