Minęło dziesięć dni od posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli i przyjęcia nowego planu ratunkowego dla Grecji oraz wstępnej koncepcji „europejskiego MFW”. Dzieje się tak, jak się dzieje, ponieważ, o czym przypomina Público, „Europa działa w tempie proporcjonalnym do jej rozmiarów, czyli bardzo wolno. To, co zostało postanowione w lipcu, wejdzie w życie najwcześniej w październiku (niektóre parlamenty muszą zatwierdzić decyzje podjęte w Brukseli)”. A „rynki nie czekają”, dodaje dziennik. „Oprocentowanie włoskiego i hiszpańskiego długu publicznego osiąga dziś poziom, który skłonił wcześniej Irlandię, Grecję i Portugalię do wystąpienia o zewnętrzną pomoc finansową”.
Ale jeśli „spekulacja szaleje”, pisze Le Soir, to dlatego, że „stwarza jej się taką możliwość”, zapominając o odpowiednim zasileniu budżetu i stawiając na nieosiągalną równowagę między oszczędnościami a ożywieniem gospodarczym. Efekt jest taki, że „Europa wciąż straszliwie cierpi na brak wiarygodności”.
„Ten kryzys zaufania ma swoje źródło w rażącym braku solidarności między krajami”, pisze dalej *Le Soir*, zauważając, że „politycznie bardziej się opłaca po powrocie ze szczytu europejskiego oświadczyć wyborcom, że udało się obronić ich krótkoterminowe interesy. Rozwiązanie kryzysu, który długo jeszcze potrwa i będzie ciężki, polegać ma na wprowadzeniu solidnych mechanizmów solidarności, takich jak powołanie europejskiej agencji zadłużenia, która emitować będzie obligacje służące do równoprawnego finansowania krajów strefy euro. Oznacza to rezygnację z suwerenności i potrzebę zawarcia nowego traktatu. To długi, bolesny, ale niezbędny proces”.

