Hollande: powściągliwy rewolucjonista

Nadzieja dla jednych, postrach dla drugich. Socjalistyczny faworyt w wyznaczonej na 6 maja drugiej turze francuskich wyborów prezydenckich otworzył debatę na temat alternatywnej polityki ekonomicznej w Europie. By jednak zrealizować obietnicę pobudzenia gospodarki, będzie musiał dostosować się do realiów gospodarki rynkowej.

Opublikowano w dniu 6 maja 2012 o 07:37

Francuskie wybory prezydenckie dały nam posmak Europy w nastroju rewolucyjnym. Jednak wniosek, że Piąta Republika wybierze prezydenta rewolucjonistę, byłby błędny.

Europejska demokracja ma nową zasadę organizacyjną. Obywatele mogą od czasu do czasu zmieniać rządzących, ale tylko przy założeniu, że wynik wyborów nie oznacza zmiany kierunku. Lewicowe czy prawicowe, w strefie euro czy poza nią, rządzące elity modlą się dzisiaj do ołtarza pod nazwą „oszczędności budżetowe”. Rządom wolno zmieniać niuanse lub przestawiać akcenty. Nikt nie śmie zakwestionować katechizmu fiskalnego przykręcenia śruby.

Konserwatysta przez małe „k”

Poczucie daremności, jakie to wywołuje, jest tym, co nadało pierwszej turze wyborów nad Sekwaną jej rewolucyjny posmak. Głębię społecznej frustracji odzwierciedlało niemal dwadzieścia procent głosów oddanych na Front Narodowy Marine Le Pen i ponad dziesięć na (mocno) socjalistyczną Partię Lewicy Jeana-Luca Mélenchona. Oto wyraźne przypomnienie, jeżeli takie w ogóle było potrzebne, jak populizm i ksenofobia rozkwitają w czasach kryzysu.

Francuzi nie są jedyni. Na Węgrzech Viktor Orbán stworzył prawicowo-nacjonalistyczny rząd, który depcze reguły państwa prawa, by zdobyć trwałą polityczną hegemonię. Populistyczna prawica rośnie również w siłę w mniejszych krajach północnej Europy – przykładem Partia Prawdziwych Finów bądź holenderska Partia Wolności Geerta Wildersa. W Holandii i gdzie indziej eurosceptycyzm stał się również zawołaniem bojowym twardej lewicy.

Newsletter w języku polskim

Jednak wybór, przed jakim staną Francuzi w najbliższą niedzielę, jest bardziej konwencjonalny, a jego ograniczoność zadaje kłam bogactwu wyborczej retoryki.

Lider socjalistów François Hollande jest konserwatystą przez małe „k”, który chce wskrzesić powojenny europejski model społecznej gospodarki rynkowej. Kampania reelekcyjna Nicolasa Sarkozy’ego również tchnie nostalgią; urzędujący prezydent obiecuje przywrócić Francję do wielkości z czasów De Gaulle’a. Jednak przeprowadzona w tym tygodniu debata telewizyjna pokazała raczej ich głęboką osobistą niechęć niż jakiekolwiek wyraźne różnice programowe.

Jeżeli nie nastąpi jakieś spektakularne załamanie, Hollande wygra w niedzielę, nie dlatego, że wzbudził we Francuzach sympatię i szacunek, lecz raczej dlatego, że stracił je Sarkozy. Hollande’a najczęściej określa się jako „pragmatycznego”, „rozważnego” i „bezbarwnego”. Kiedy ostatnio jakiś kandydat na prezydenta prowadził kampanię pod hasłem, że jest po prostu „normalny”?

Istotne przeszkody

Poza Francją jednak Hollande stał się kimś w rodzaju postrachu. Kanclerz Niemiec Angela Merkel z pewnością nie uważa Nicolasa Sarkozy’ego za bliźniaczą duszę, ale słyszano, jak mówi, że interesy z Hollandem to będzie „koszmar”. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron demonstracyjnie zlekceważył francuskiego socjalistę, kiedy ten przyjechał z wizytą do Londynu kilka tygodni temu.

Wpływowy Economist dał okładkę, która nazywa Hollande’a „niebezpiecznym”, chociaż wrodzona brytyjska rezerwa kazała poprzedzić to określenie słówkiem „raczej”. Socjalistyczny kandydat – stwierdziła gazeta – „szczerze [podkr. aut.] wierzy w potrzebę stworzenia sprawiedliwszego społeczeństwa”. Rzeczywiście, cóż mogłoby bardziej niebezpiecznego?

Tego typu alarmistyczne reakcje opierają się na dziwacznych założeniach, że nauczka płynąca z niedawnej przeszłości jest taka, iż rządy nie powinny nigdy wtrącać się do gospodarki i że obecna europejska strategia gospodarcza okazała się wielce skuteczna w naprawie finansów publicznych i pobudzaniu wzrostu gospodarczego. Jak dotąd sądziłem, że globalne załamanie uświadomiło nawet najbardziej zatwardziałym zwolennikom liberalizmu rynkowego niebezpieczeństwa nieokiełznanego kapitalizmu finansowego. Co się tyczy zaciskania pasa jako metody dla wszystkich i każdego, nawet niektórzy niemieccy ekonomiści zaczynają się ostatnio zastanawiać, czy w ekonomii nie chodzi przypadkiem o coś więcej niż tylko cięcia wydatków i podwyżki podatków.

Tak czy owak Hollande nie miałby łatwego zadania. Rynki dłużne poważnie utrudnią jakąkolwiek próbę stymulacji wzrostu przez zwiększenie podaży pieniądza. Jeszcze większą przeszkodą będzie samoświadomość Francji – zadłużone kraje europejskiego południa mogą zacząć postrzegać socjalistyczną Francję jako potężnego sprzymierzeńca. Jednak podobnie jak jego poprzednicy w Pałacu Elizejskim Hollande ma zupełnie inną wizję politycznej geografii kontynentu.

Przewiduje ona utrzymanie pretensji Francji do europejskiego przywództwa – a przede wszystkim do równorzędności z Niemcami w kształtowaniu przyszłości Europy. Jak dobrze rozumiał to François Mitterrand, wprowadzając trzydzieści lat temu politykę „franc fort”, ambicje takie mają swoją cenę. Kiedy przychodzi co do czego, to Berlin określa ekonomiczne reguły gry.

Hollande ma kilka dziwacznych pomysłów. Wprowadzenie siedemdziesięciopięcioprocentowej stawki podatkowej dla najbogatszych uspokoi lewicowe sumienia, ale w żaden sposób nie pomoże gospodarce.

Wszystko to nie oznacza, że kandydat socjalistów, jeżeli zostanie prezydentem, nie może albo nie powinien zakwestionować dominującej ortodoksji. Wzrost gospodarczy to nie jest idea lewicowa – zapytajcie technokratycznego premiera Włoch Mario Montiego. Powodzenie jego polityki liberalizacji gospodarczej i obniżki deficytu zależy przede wszystkim od znalezienia ścieżki wyjścia z obecnej stagnacji. Najniebezpieczniejszą ideą w Europie dzisiaj nie jest wezwanie do otwarcia debaty na temat pobudzania wzrostu, lecz założenie, że nic nie musi się zmienić. Musi istnieć pomost między recesją i redukcją deficytu. Bez niego Europa naprawdę stanie w obliczu rewolucji, nawet jeżeli jeszcze nie we Francji.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat