UE i demokracja

„Należy otworzyć instytucje europejskie na debatę publiczną"

Według socjologa Antoine’a Vaucheza grecki kryzys jasno przedstawił rolę jaką Komisja, Bank Centralny i Europejski Trybunał Sprawiedliwości odgrywają w ścisłym stosowaniu obowiązujących w Unii i bezdyskusyjnych zasad ekonomicznych, które zostały narzucone obywatelom, wybranym przez nich przedstawicielom i poszczególnym krajom.

Opublikowano w dniu 30 lipca 2015 o 13:16

W wywiadzie przeprowadzonym przez Filipa Douroux, który ukazał się we francuskim dzienniku Libération, autor książki Démocratiser l’Europe – Zdemokratyzować Europę (wydawnictwo Seuil, 2014) potępia brak możliwości przeprowadzania demokratycznej debaty na temat polityki gospodarczej Wspólnoty.

A przecież, jak zauważa, „pierwotny projekt europejski ujęty w Traktatach Rzymskich z 1957 r., miał być też projektem politycznym, a nie tylko zbiorem zasad mających na celu stworzenie wspólnej przestrzeni gospodarczej i monetarnej”.

Jednak obecnie jedynym prawdziwie europejskim rządem jest ten, który sprawuje władzę nad jednolitym rynkiem i strefą euro regulowaną przez trzy „niezależne" instytucje: Europejski Trybunał Sprawiedliwości, Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny (EBC).

Wszystkie trzy instytucje tworzą oficjele, którzy nie przeszli demokratycznej procedury wyborczej – nawet jeśli komisarze zatwierdzeni zostali przez Parlament - i, paradoksalnie, to oni właśnie „skonstruowali maszynerię polityczną Europy, twierdząc przy tym, że pozostają poza jakimikolwiek ideologiami i wpływami dyplomatów (ministrów spraw zagranicznych) postrzeganych jako nośniki ‘narodowych egoizmów’”.

Na tym właśnie, twierdzi Antoine Vauchez, polega rozdźwięk w Unii: za każdym razem gdy podejmuje się ona próby działania „w ogólnym interesie europejskim”, ostateczne decyzje zapadają w gronie „niezależnych instytucji”, z dala od polityki. Kryzys w strefie euro jedynie pogłębił tę sprzeczność. W europejskiej polityce gospodarczej posłowie parlamentów krajowych zepchnięci są na drugi plan: nie mając możliwości inicjowania ustaw europejskich, zmuszeni są do współtowarzyszenia działaniom, a nie równoważenia polityki Unii, która coraz bardziej skąpi grosza.

A nawet jeśli, jak podczas niedawnego kryzysu greckiego, ministrowie finansów i szefowie państw i rządów strefy euro interweniują, to „układ sił podczas negocjacji faworyzuje tych, którzy, jak np. niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble, są za wzmocnieniem reguł ponadnarodowej konstytucji gospodarczej ustanowionej przez ‘niezależne’ instytucje na przestrzeni lat”, mówi Vauchez.

Po wyborach europejskich w 2014 r. Parlament Europejski powinien był zająć należne mu miejsce w demokratycznej debacie europejskiej. Jednak, jak sądzi Vauchez, „bardzo wiele stracił podczas kryzysu”, gdyż „nie ma żadnego przedstawiciela w trojce [EBC, MFW i Komisji Europejskiej] i wciąż jeszcze żaden parlamentarzysta nie uczestniczy w ustalaniu planów oszczędnościowych, w szczególności dotyczących Grecji”.

Podjęcie przez premiera Grecji Aleksisa Tsiprasa decyzji w sprawie rozpisania referendum w kwestii planu pomocy zaproponowanego przez eurogrupę było „pewnego rodzaju odpowiedzią na brak możliwości powstania ponadnarodowych podziałów wokół polityki Unii. Bo – jak uważa francuski badacz – poddani zostaliśmy dość brutalnym prawidłom gospodarczym, jakie regulują relacje między wierzycielami a dłużnikami, między krajami Północy i Południa”.

Fakt, że niektórzy uznali konsultację z wyborcami za „zaprzeczenie demokracji” „ukazuje do jakiego stopnia wybory nie są częścią metody wypracowywania kompromisów politycznych w Brukseli”. Tak więc, jeśli w tym kontekście nie obajwi się żaden europejski polityk, powodem będą „zasady określone przez Komisję lub EBC, które paraliżują wszelką wolę polityczną. [...] Politycy wchodzący na scenę europejską wciskani są w bardzo ścisłe ramy europejskiego projektu, które zmuszają ich do porzucenia swoich prerogatyw na rzecz instytucji spoza sceny politycznej”.

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe, Podemos w Hiszpanii czy też grecka Syriza sprzeciwiają się temu układowi układu, twierdzi Vauchez. Ale, jak podkreśla, „problem tkwi w tym, że polityczne sprzeciwy, są uznawane za rodzaj bezprawia, ponieważ nie są „europejskie”, tak jakby demokratyczna legitymacja narodowa nie miała żadnego znaczenia na poziomie europejskim.

Aby rozwiązać ten problem, Vauchez proponuje, by debaty, w jakich biorą udział EBC i Komisja były publiczne, co pozwoliłoby na wyartykułowanie „wyrazów sprzeciwu wobec toczących się sporów i dyskusji”. Udział podmiotów zewnętrznych, partii politycznych, przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, związków zawodowych dyskutujących z członkami zarządu EBC zapewniłoby powiązanie tych instytucji ze społeczeństwem.

Narzędzia, dzięki którym polityka góruje nad gospodarką istnieją, zapewnia Vauchez i przypomina, iż „zgodnie z traktatem lizbońskim parlamenty europejskie mogą się zjednoczyć, aby sprzeciwiać się inicjatywie Komisji”. Inicjatywę tę wykorzystano w 2012 r., by

przeciwstawić się projektowi Monti¬2 w sprawie ograniczenia prawa do strajku. Koalicja parlamentów narodowych doprowadziła do wstrzymania tego projektu co pokazało, że mają one siłę postawić się Komisji. Aby jednak pojawiła się polityka ponadnarodowa, partie krajowe muszą uznać europejską odpowiedzialność, która na nich spoczywa.

Tłum. Władysław Bibrowski

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat