Uroczystość uświetniająca inaugurację wspólnej waluty europejskiej, Paryż, styczeń 1999. (AFP)

Naprawianie strefy euro

Euro przeżywa swój renesans. Podejmując decyzję o udzieleniu pomocy bankrutującej Grecji, UE zrywa z własnymi traktatami. Ale pomaga to nie tylko Grekom, lecz również wspólnej walucie, a nawet przewrażliwionym niemieckim podatnikom, cieszy się Die Zeit.

Opublikowano w dniu 12 lutego 2010 o 17:53
Uroczystość uświetniająca inaugurację wspólnej waluty europejskiej, Paryż, styczeń 1999. (AFP)

Nadzwyczajny szczyt europejskich szefów państw i rządów w Brukseli trzeba uznać za wydarzenie historyczne. Podjęte tam decyzje poważnie zmieniają podstawowe zasady funkcjonowania europejskiej unii walutowej. Od dziś euro nie jest już walutą, jaką było niegdyś – w czym jednak nie należy upatrywać zagrożenia, lecz poważną szansę.

Państwa unijne osiągnęły porozumienie w kwestii zasadniczej: w razie potrzeby przyjdą z pomocą zadłużonej po uszy Grecji i udzielą jej wsparcia finansowego. Za komunikatem nie popłynęły jeszcze co prawda konkretne pieniądze – Grecy będą zmuszeni szukać środków na rynkach kapitałowych dopiero w kwietniu. Bruksela wysłała jednak jednoznaczny sygnał przede wszystkim w stronę rynków finansowych: Wspólnota Europejska nie opuści w potrzebie jednego ze swoich państw i będzie działać solidarnie, aby zapobiec coraz wyraźniej rysującej się groźbie jego bankructwa. Jak dotąd nie ma jasności co do formy, jaką miałoby przyjąć unijne wsparcie: czy będą to specjalnie linie kredytowe, czy może gwarancje wykupu obligacji państwowych? Wydaje się to jednak kwestią drugorzędną.

Obchodzenie unijnego prawa

Najistotniejszy w obecnej sytuacji jest fakt, że w Brukseli podważono jedną z zasad unii walutowej, że państwa do niej należące nie mogą sobie wzajemnie pomagać. Stosowne zapisy sankcjonujące taki stan rzeczy znalazły się w tekście traktatów europejskich głównie w wyniku nacisków ze strony Niemiec, chodziło o zmuszenie państw do samodyscypliny. Od dziś zasada ta przestaje obowiązywać – każdy kraj wie bowiem, że w ostateczności może zdać się na pomoc innych. Tym samym szefowie państw zdecydowali się de facto na złamanie zapisów traktatu. A na ich czele stał nie kto inny jak konserwatywna kanclerz Angela Merkel. W świetle prawa krok ten jest dość problematyczny, z perspektywy gospodarczej natomiast – mocno spóźniony.

Newsletter w języku polskim

Zakaz udzielania sobie wsparcia nie zapobiegł przecież nadużyciom, czy to pod postacią horrendalnego zadłużenia w wydaniu greckim, czy nadmiernej zależności Niemiec od eksportu. Po części wynika to z założenia, że rynki finansowe powinny spełniać funkcję korekcyjną w całym systemie. Tymczasem, jak pokazują wydarzenia ostatnich lat, zamiast domagać się wyższego procentu od pieniędzy pożyczanych państwom wysoce zadłużonym i w ten sposób zmuszać je do konsolidacji budżetowej, rynki chętnie i bez ograniczeń udostępniały im środki, przyczyniając się tym samym do coraz to nowych fal spekulacji. Zmienił to dopiero kryzys, w wyniku którego stopy procentowe greckich obligacji państwowych strzeliły w górę, a tamtejszy rząd zaczął ponosić wyższe koszty obsługi długu publicznego. Spekulanci natomiast zwrócili się przeciw europejskiej walucie.

Niemcy mówią o solidarności, ale nie za wszelką cenę

W gruncie rzeczy europejscy przywódcy wybrali zastąpienie mechanizmu rynkowego mechanizmem państwowym. Unia udziela wsparcia krajom w potrzebie, a w zamian za to sprawuje nadzór nad ich polityką gospodarczą. Greków, jeśli nie zreformują swojego budżetu, spotka w końcu kara – podobnie jak Niemcy muszą liczyć się z nieprzyjemnymi konsekwencjami, gdy dzięki płacom dumpingowym powiększają swój udział w rynku kosztem krajów sąsiadujących. Innego wyjścia nie było. Bankructwo Grecji zakończyłoby się ruiną innych państw unijnych znajdujących obecnie w tarapatach finansowych. To zaś oznaczałoby upadek banków niemieckich, które są w posiadaniu greckich (i nie tylko) obligacji państwowych opiewających na miliardy euro. Ponadto niemieccy eksporterzy straciliby rynki zbytu. Pomoc dla Aten nie jest zatem jedynie dobrodusznym gestem solidarności – leży ona w interesie Niemiec.

Decyzje podjęte w Brukseli mają wreszcie istotny wymiar polityczny. Warunkiem nieodzownym dla funkcjonowania unii walutowej w przyszłości będzie zrzeczenie się przez wszystkie uczestniczące w niej państwa gospodarczej suwerenności. Rząd Grecji niedługo będzie musiał poddać się unijnym nakazom oszczędnościowym, a koszty akcji ratunkowej poniosą podatnicy z Niemiec i innych krajów strefy euro. Być może rozsadzi to Europę od środka – a może doprowadzi do prawdziwej unii politycznej? Euro – waluta bezpaństwowa – od zawsze było dość chybotliwą konstrukcją. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, istnieje szansa, że otrzyma ono wreszcie konieczną podbudowę polityczną. A to tylko wzmocniłoby pozycję tej waluty na rynkach światowych.

Punkt Widzenia

Trzeba natychmiast stworzyć EFW

Grecja, Hiszpania i Portugalia zmagają się z nieufnością rynków. Płacą coraz wyższe premie za ryzyko, zmniejszając o tyleż swoje możliwości spłaty długu publicznego. Gdyby te kraje nie należały do strefy euro, mielibyśmy do czynienia z dobrze znanym scenariuszem ‒ albo państwo dodrukowuje pieniądze i naraża się na niebezpieczeństwo wywołania inflacji i trwałego zubożenia; albo też zwraca się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Ten ostatni udostępnia bankowi centralnemu linię kredytową, co stwarza możliwość uspokojenia zagranicznych wierzycieli, gdyż przywraca zdolność spłaty pożyczek. Ale co robić, gdy się należy do erolandu? Państwo nie ma ani własnego pieniądza, ani kontroli nad stopami procentowymi. A jeśli kryzys ogranicza się do jednego kraju, nieufność nie dotyczy innych członków Unii, a więc i wspólnej waluty.

UE jest głównym udziałowcem MFW, a jej pieniądz jest drugą walutą rezerwową świata. Wydaje się to absurdalne. Dlaczego by zatem nie stworzyć Europejskiego Funduszu Walutowego (EFW)? Czyż Azjaci, którzy przecież nie mają wspólnej waluty, nie stworzyli własnej instytucji, Azjatyckiego Funduszu Walutowego? Chodzi o stworzenie odpowiedniego narzędzia finansowego, które pozwalałoby udzielać osłabionemu krajowi pożyczek z normalnym oprocentowaniem. Mógłby on funkcjonować na wiele sposobów: poprzez mutualizację długu publicznego państw strefy euro, skłanianie Komisji do pożyczania w ramach koniunkturalnego funduszu stabilizacyjnego, tworzenie specjalnych ulg dla Europejskiego Banku Centralnego (EBC). EFW powinien być pierwszym niezwłocznie wprowadzonym instrumentem. Bardzo szybko UE powinna także ustanowić wzmocniony ład administracyjny. Mówiąc krótko, należy pilnie przyśpieszyć integrację strefy euro.

Stéphane Cossé, Le Monde (fragmenty)

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat