Moneta ateńska (V-IV w. p.n.e). (AFP)

Po Dubaju czas na Ateny?

Niekontrolowany dług publiczny, nasilające się bardzo szybko niepłacenie podatków, dziura w budżecie emerytalnym… Wszystko to sprawia, że kraj jest na krawędzi bankructwa, zauważa europejska prasa. Komentatorzy obawiają się też skutków, jakie to wszystko niosłoby dla wspólnej waluty, i efektu domina, który mógłby dotknąć najmniej zdyscyplinowane kraje.

Opublikowano w dniu 9 grudnia 2009 o 16:45
Moneta ateńska (V-IV w. p.n.e). (AFP)

„Gdy zagraniczne gazety są pełne zdjęć zbuntowanych greckich studentów – co jest raczej ich doroczną rozrywką, niż odpowiedzią na kryzys jako taki – grecki minister finansów Jeorjos Papakonstantinu i jego koledzy z nowo wybranego rządu tworzonego przez PASOK (centrolewica) są w większym stopniu przejęci całą serią bardziej przyziemnych, ale też poważniejszych problemów”, zauważa The Daily Telegraph. Choćby takich, jak „uchylanie się od podatków, dług krajowy i dziura w emeryturach, które przywiodły kraj na krawędź bankructwa”. Londyński dziennik dodaje, że „rząd Jeorjosa Papandreu doszedł do władzy z nadzieją, że deficyt publiczny nie przekroczy poziomu 6 proc. PKB”, a tym samym „mógł prowadzić kampanię pod hasłem pobudzenia wydatków publicznych, aby wspierać gospodarcze ożywienie. Ale gdy tylko znalazł się u steru, odkrył, że jego centroprawicowi poprzednicy sfałszowali rachunki, a deficyt wynosi 12,7 proc. PKB”. Właśnie dlatego, konkluduje The Daily Telegraph, „o Grecji mówi się już jako o następnym Dubaju”.

„Po Dubaju blady strach padł na PIGS”, obwieszcza w tytule dziennik Les Echos, który podkreśla, że Grecja nie jest jedynym krajem, którego kondycja niepokoi rynki finansowe. „Ten celowo pejoratywny akronim, przypisany przez anglosaskich maklerów czwórce krajów: Portugalii, Irlandii, Grecji i Hiszpanii (po angielsku „Spain”), od paru tygodni robi furorę na rynkach i w brytyjskiej prasie”, pisze francuska gazeta. W jej ocenie, o ile nie ma mowy o wyjściu tych krajów z eurolandu, o tyle wypada się zastanowić nad „wpływem potencjalnego pogłębienia trudności po stronie 'PIGS' na całą strefę euro”.

Groźba efektu domina

„Grecki kryzys i zadłużenie nie oznacza kryzysu euro”, uspokaja The Guardian. W ocenie gazety jest to natomiast „z całą pewnością kryzysowa sytuacja dla polityków ze strefy euro i dla Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Nikt tak naprawdę nie wie, co się dzieje, gdy państwo członkowskie przeżywa zapaść na skutek zadłużenia. Irlandia uświadomiła sobie zagrożenie i podjęła radykalne posunięcia oszczędnościowe. Rynek obligacji jest – jak na razie – uspokojony perspektywą podniesienia podatków i cięć w wydatkach publicznych. Grecja natomiast nie sprawia wrażenia, że chciałaby wkroczyć na drogę oszczędzania”.Der Spiegel przypomina w związku z tym, że wśród europejskich partnerów panuje duża nieufność wobec Grecji, przede wszystkim dlatego, że już wielokrotnie w przeszłości Ateny uciekały się do wyjątkowych kłamstw na temat stanu swoich finansów, od momentu przyjęcia euro tylko jeden raz spełniły wymogi paktu stabilizacyjnego, w 2006 roku”.

Newsletter w języku polskim

W obliczu greckiego kryzysu niemiecki tygodnik zauważa, że europejscy ministrowie finansów nie wpadli wprawdzie w popłoch, ale też nie mają żadnych narzędzi: „Bruksela jest przyparta do muru. Normalnie nie powinna przekazywać pieniędzy państwu członkowskiemu przeznaczonych na załatanie dziur w jego budżecie. A nawet gdyby była możliwość obejścia tego zakazu, to i tak miałoby to fatalne konsekwencje ‒ budżetowa beztroska wspólna dla kilku krajów, takich jak Hiszpania, Włochy i Irlandia, rozpowszechni się wówczas na kontynencie. Przesłanie byłoby całkiem jasne ‒ po co przestrzegać dyscypliny, skoro na końcu inni i tak zapłacą rachunek? Nakłada się na to zagrożenie efektem domina: jeśli upadnie jeden element eurolandu, to spekulanci poddadzą próbie stabilność innych i unia walutowa mogłaby się załamać”. Londyński bankier, na którego powołuje się Der Spiegel, przytacza sentencję dobrze znaną w świecie biznesu: „Gdy masz tysiąc euro długu, to masz problem. Ale gdy masz 10 milionów euro długu, to bank ma problem. W tym przypadku rolę banku odgrywa Europa”.

WIDZIANE Z GRECJI

Wstać z kolan, i to szybko

Grecja tańczy „pełne napięcia tango z rynkami międzynarodowymi”, stwierdza Ta Nea. „Kraj jest obecnie porównywany do Argentyny [która w 2001 r. niemalże zbankrutowała], co jest kolejnym policzkiem”, analizuje dziennik. „Minister finansów będzie musiał z jednej strony przywrócić krajowi wiarygodność na arenie międzynarodowej, a z drugiej strony przekonać Greków, że będą płacić większe podatki dla własnego dobra”.

To Ethnos pisze w tytule o „Wstrząsach wywołanych przez serię obniżek”, w nawiązaniu do kolejnych negatywnych ocen wystawianych przez agencje ratingowe. W komentarzu redakcyjnym centrolewicowy dziennik przypomina, że obecnie trwa „wyścig o wiarygodność, a przede wszystkim wyścig z czasem. Nowy socjalistyczny rząd, sprawujący władzę od dwóch miesięcy, musi podjąć szybkie działania, bo Bruksela oczekuje bezzwłocznych reform, a tym samym dialog na szczeblu krajowym zostanie de facto skrócony”. Grecka prasa podkreśla, że minister finansów będzie musiał czym prędzej podjąć drastyczne środki, co z pewnością wywoła niezadowolenie opinii publicznej.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat