Aktualności Kryzys zadłużeniowy

Potrzeba nam nowego Planu Marshalla

Aby przezwyciężyć kryzys zadłużeniowy, Europa potrzebuje czegoś na kształt powojennego Planu Marshalla. Tym razem jednak sama musi zebrać nań pieniądze oraz czuwać nad ich redystrybucją.

Opublikowano w dniu 6 lipca 2011 o 15:55

W 1947 r. Amerykanie poprzez plan Marshalla zainicjowali odbudowę europejskiej gospodarki. Dzisiaj Europejczyków wzywa się, by stworzyli własny plan, podobny do tamtego. Przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso i Donald Tusk, premier Polski, która właśnie objęła półroczne przewodnictwo w Unii, ostrzegają, że przywódcy Grecji i innych krajów nie będą w stanie przekonać swych obywateli do dalszych wyrzeczeń, jeżeli nie będzie się za tym kryła perspektywa wzrostu i gospodarczego odrodzenia.

Zeszłotygodniowa zgoda greckiego parlamentu na plan oszczędnościowy odsunęła problemy na jakiś czas, ale właściwie niewiele więcej. Czy pomysł nowego planu Marshalla ma sens, czy to tylko pobożne chęci? Przyjrzyjmy się, jak wyglądała sytuacja powojennej Europy, by rzecz zobaczyć we właściwych proporcjach i uświadomić sobie, jakie stoją przed nami wyzwania.

Pieniądze to nie wszystko

Amerykański prezydent Harry Truman i sekretarz stanu George Marshall uznawali za rzecz oczywistą, że kryzys jest wyzwaniem przede wszystkim dla rządów. Marshall był głównym planistą amerykańskiego wysiłku wojennego za Roosevelta, kimś, kogo Churchill nazwał „prawdziwym organizatorem zwycięstwa”. Był odpowiednim człowiekiem, by przedsięwziąć odważne kroki w celu uzdrowienia europejskiej gospodarki po wojennych zniszczeniach. Po wybuchu wojny domowej w Grecji w 1947 r. to właśnie on sprawił, że USA zaangażowały się w bezprecedensowy sposób w ratowanie Starego Kontynentu.

Dzisiejsze problemy Europy bledną w porównaniu z ówczesnymi. W Niemczech, które tradycyjnie były główną siłą napędową europejskiej gospodarki, ludzie głodowali, a dochód narodowy i produkt krajowy brutto stanowiły ledwie jedną trzecią tego, co dziesięć lat wcześniej. Na mocy Europejskiego Planu Odbudowy (ang. European Recovery Program), jak brzmiała oficjalna nazwa programu, wypłacono około 13 miliardów dolarów i środki okazały się niezastąpione jako podstawa europejskiego „cudu gospodarczego” w powojennej dekadzie. Kwota ta to około 5 procent amerykańskiego PKB w 1948 r. (Dzisiaj byłoby to około 800 miliardów dolarów). USA umorzyły przedwojenny dług Francji, a kilka lat później wierzyciele Niemiec, mimo że właśnie wygrali z nimi wojnę, uczynili to samo.

Marshall rozumiał, że prawdziwe znaczenie planu było nie tyle finansowe, ile psychologiczne. Jedynym, co mogło uspokoić rynki, był spokój rządów niezainteresowanych perspektywą krótkoterminową, a patrzących dalej. Miał rację; europejski cud gospodarczy był efektem szczęśliwego połączenia wydatków publicznych i prywatnych inwestycji.

Uratujmy Grecję tak jak USA uratowały Amerykę Łac.

Spójrzmy teraz na wyzwania, przed jakimi europejscy przywódcy stoją dzisiaj. Unijny PKB jest tylko odrobinę niższy niż w 2008 r. Problem długu publicznego wynika zasadniczo z sytuacji trzech niewielkich krajów – Grecji, Portugalii i Irlandii – które tworzą ledwie 5 procent unijnego produktu krajowego brutto. Niemiecka gospodarka ma się świetnie. Podczas gdy stawka – przyszłość samej Unii Europejskiej – jest wysoka, to sumy, o których mówimy, już wysokie nie są.

Na dobitek nie jest wcale tajemnicą, co należy zrobić, by opanować obecny kryzys. By dać Grekom realną szansę redukcji długu publicznego, realne stopy procentowe muszą spaść, a ponieważ rynki same z siebie tego nie zrobią, jedynym wyjściem jest program oddłużeniowy w stylu planu Brady’ego dla Ameryki Południowej z lat osiemdziesiątych. Rozwiązanie takie omawiane jest dzisiaj w Atenach i w Brukseli.

Jednocześnie Komisja Europejska powinna przyspieszyć przyznanie Grecji środków na rozwój. W zamian rząd Atenach musi zobowiązać się do przeprowadzenia reform instytucjonalnych i fiskalnych i zgodzić się na ściślejszy nadzór międzynarodowy. Połączenie tych działań pokaże greckiemu społeczeństwu, że nie wszystko stracone i że jest światło na końcu tunelu. W przeciwnym razie program oszczędnościowy nie przetrwa do następnej wiosny.

Dość hegemonii agencji ratingowych

Jawią się tutaj trzy główne problemy. Najmniej istotnym z nich jest niechęć społeczeństw bogatej Północy do wysupływania dalszych środków na ratowanie krajów zagrożonych bankructwem. Ta niechęć jest do przezwyciężenia. Przy niedawnych kryzysach – po upadku banku Lehman Brothers w 2008 r. i ponownie w zeszłym roku – przywódcy krajów Północy poparli uchwalenie znaczących programów pomocowych i zdołali przekonać do nich swych wyborców. Problem polega na tym, że uczynili to za późno i w mało porywający sposób. Polski premier miał rację, gdy w zeszłym tygodniu skrytykował swych europejskich kolegów za to, że nie zdołali „sprzedać” wyborcom korzyści wynikających z europejskiej współpracy i integracji.

Poważniejszą przeszkodą na drodze do uchwalenia skutecznego programu pomocowego jest potęga dzisiejszego sektora finansowego. Można się zastanawiać, czy generał Marshall odniósłby sukces, gdyby musiał się zastanawiać, jak jego plan oceni agencja Standard & Poor’s. Na szczęście nie było to jego zmartwienie. System kontrolowanych kursów walutowych i brak płynności oznaczały, że w 1945 r. rządowi ekonomiści nie musieli się takimi kwestiami przejmować.

Jednak wydarzenia ostatnich kilku miesięcy pokazały, jak wielką siłą rozporządzają dzisiaj instytucje finansowe i jak niewiele uczyniono po bankowym kryzysie 2008 r., by ograniczyć ich władzę. Średniego szczebla pracownik agencji ratingowej jest w stanie wpędzić europejską gospodarkę w kłopoty, wystarczy, że poinformuje prasę o tym, że według instytucji, którą reprezentuje, dany kraj stał się niewypłacalny. Potęga tychże instytucji, której nie towarzyszy równie wielka odpowiedzialność, wiąże ręce politykom.

Nie jest to jednak potęga nie do przezwyciężenia. Europejscy przywódcy mogliby przecież, przynajmniej teoretycznie, uchwalić takie przepisy, które odpowiednio uregulowałyby rolę prywatnych banków, funduszy hedgingowych itp. Fakt, że tego nie uczynili, pokazuje, jak bardzo są niepewni własnej siły. Największa przeszkoda na drodze do skutecznego rządzenia tkwi właśnie tutaj – w głowach samych polityków.

Czas wizjonerów

W drugiej połowie lat czterdziestych każdy kraj w Europie prowadził powojenną odbudowę dokładnie tak samo, jak kilka lat wcześniej wojnę – to była ogólnonarodowa mobilizacja, planowana, zarządzana i koordynowana przez państwo. Ministerstwa planowania istniały nie tylko w krajach bloku wschodniego, a ich osiągnięcia w całej Europie były imponujące.

Jednak optymizm co do możliwości państwowego planowania wyparował w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Członkowie dzisiejszej europejskiej klasy politycznej są spadkobiercami nie George’a Marshalla, lecz Margaret Thatcher. Trudno im pojąć, że rynki trzeba uratować przed nimi samymi, jeżeli Europa ma przetrwać w obecnej postaci.

Zapominają, że przedwojenne długi Niemiec zostały umorzone w 1953 r., co otworzyło drogę do niemieckiego cudu gospodarczego, a kiedy tak samo postąpiono z innymi krajami, tak jak z Polską w 1991 r., efektem była również długoletnie prosperity.

Tym, czego potrzebujemy dzisiaj, jest długoterminowa wizja polityczna i chęć przekonania obywateli do korzyści wynikających z redystrybucji środków na poziomie europejskim. Przewodniczący Barroso podjął taką próbę, tylko po to, by znaleźć się w samym środku kłótni o wielkość unijnego budżetu wywołanej przez brytyjski rząd.

Jednak Angela Merkel, Nicolas Sarkozy i szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet nie podjęli jak dotąd tematu. Wezwania płynące z USA zostały zignorowane. Jedynym promykiem nadziei jest obecna polska prezydencja i nowa energia oraz historyczna świadomość, jaką wnieść może ona do procesu, który nie był ostatnio w stanie poruszać się szybciej niż w żółwim tempie.

Tym razem Amerykanie nie przyjdą Europie z pomocą i Europejczycy muszą pomóc sobie sami. Czy są do tego zdolni? Zegar tyka – we wrześnie musi być ogłoszona kolejna transza pomocy dla Grecji. Będzie to moment decydujący, a wynik będzie kluczowy zarówno dla Grecji, jak i dla całej Unii.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat