Strażnicy narodowego ognia

Nic nie wskazuje, aby napięcia między Słowacją a Węgrami miały osłabnąć. Tracące w sondażach Słowacka Partia Narodowa Jána Sloty i Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji Vladimíra Mečiara liczą na to, że działania węgierskich populistów i spór o węgierską mniejszość na Słowacji pozwolą im odzyskać społeczne poparcie.

Opublikowano w dniu 4 czerwca 2009 o 17:37
Węgry (kolor ciemnozielony) i węgierska diaspora (kolor jasnozielony) w krajach ościennych: Presseurop, Ivaşca Flavius

Podczas gdy na Węgrzech szykuje się powrót do władzy populisty Viktora Orbána, po słowackiej stronie granicy Ján Slota znalazł się nagle w trudnej sytuacji. Wyborcy długo tolerowali jego brutalność i ostentacyjne zamiłowanie do luksusu, ale wydaje się, że tym razem trochę przeholował. Oto Komisja Europejska unieważniła pewien przetarg zorganizowany przez Słowację. W grę wchodziło kilka miliardów euro ze środków unijnych. A tymi, którzy mieli na tym zarobić, byli najwyraźniej przyjaciele Sloty. Zresztą on sam już od kilku tygodni jest głównym bohaterem mediów: raz z powodu luksusowego samochodu, innym razem w związku ze znieważeniem policjantki.

Słowo tabu: autonomia

Niestety, nie można mieć nadziei, że Slota, a wraz z nim słowacki nacjonalizm, znikną ze sceny politycznej. Węgierską polityka narodowościowa stwarza dostatecznie wiele okazji, by o nim nie zapomniano. A tymczasem Viktor Orbán, szef opozycyjnej partii Fidesz, typowany już w Budapeszcie na nowego premiera w 2010 roku, powiedział, że najbardziej interesującą kwestią w przypadku wyborów europejskich jest to, ilu łącznie eurodeputowanych będzie reprezentować Węgrów żyjących w „Basenie Karpackim” [region, w którym w IX wieku osiadły plemiona węgierskie], oraz że będzie wspierał autonomiczne pragnienia Węgrów po drugiej stronie granicy. Te słowa wywołały żywe reakcje na Słowacji.

A tam słowo „autonomia” jest jeszcze większym tabu niż grubiaństwa Sloty. Nawet sami politycy węgierskiej mniejszości, złączeni pod wspólnym szyldem SMK, dobrze o tym wiedzą. Określeniem tym posługują się z umiarem . Ale i tak mają kłopoty, od kilku tygodni w tej partii występują wewnętrzne podziały. Bardzo popularny polityk, i zresztą były szef SMK, Béla Bugár wystąpił ze swojego klubu parlamentarnego. Kilku deputowanych podążyło jego śladem. Ale on wciąż należy do SMK. Tymczasem wielu członków partii opuściło jej szeregi. Oczekuje, że Bugár założy nową. Poszło o kwestię autonomii, chociaż wprost się tego nie mówi.

Newsletter w języku polskim

Od jakiejś dekady przedstawiciele mniejszości węgierskiej na Słowacji zadają sobie zasadnicze pytanie: jak żyć ze Słowakami, pozostając przy tym Węgrami. W uproszczeniu można powiedzieć, że umiarkowany Béla Bugár i liberalni intelektualiści szukają partnerów w Bratysławie, podczas gdy obecnemu przewodniczącemu SMK, Pálowi Csákyemu, bliżej do Budapestzu. Rozdźwięk długo nie wychodził na jaw, bo liberalna lewica rządząca na Węgrzech od 2002 roku nigdy nie okazywała dużego zainteresowania sprawą węgierskich mniejszości w innych krajach. Powinno się to zmienić, gdy do władzy powróci Orbán zamierzający przerwać okres, który „osłabił Węgry”, bo te „odwróciły się od rodaków żyjących po drugiej stronie granicy”. Csáky może więc liczyć na wsparcie –- i to nie tylko polityczne, ale również finansowe – ze strony Orbána. Wydaje się, że jest to tylko kwestia czasu, kiedy szef SMK ośmieli się używać bez kompleksów słowa „autonomia”.

Nie świętujemy 8 maja

Nie wiadomo obecnie, jaki wpływ może mieć ta nowa sytuacja polityczna na stosunki słowacko-węgierskie. Tak czy inaczej, jest się czym martwić. Węgry staną się bez wątpienia pierwszym krajem postkomunistycznym, gdzie znajdzie zastosowanie zasada rządów jednej partii – bo tak wielkie poparcie zyskuje Fidesz, partia Orbána. Ale jest to również jedyny kraj w Europie, o którym można powiedzieć, że wciąż nie przetrawił klęsk poniesionych w pierwszej i drugiej wojnie światowej, które pozbawiły go historycznych terytoriów. Jak napisał w ubiegłym tygodniu w komentarzu redakcyjnym liberalny węgierski tygodnik Magyar Narancs, 8 maja przeszedł w tym roku „bez śladu”, bo co właściwie Węgrzy mają świętować. „Czy jesteśmy ostatnimi strażnikami ognia?” – z przerażeniem zastanawia się tygodnik. I dodaje: „Na tle tego kłopotliwego milczenia jaskrawo odcinają się wydarzenia ostatniego miesiąca: ekscesy rasistowskiej przemocy, czarne mundury w węgierskich miasteczkach, pokazy nienawiści, o których słyszymy niemal każdego dnia”.

Przemiana Węgier w kraj, gdzie „polityka narodowa” Orbána stanie się oficjalną polityką państwa, może w dużym stopniu przyczynić się do umocnienia pozycji Sloty na Słowacji. Premier Robert Fico ma tego świadomość i usiłuje temu zawczasu przeszkodzić. Ostatnio próbuje rozstać się ze swoim „koalicyjnym partnerem”. Dokonuje kolejnych personalnych wymian i jawnie zapowiada, że nie życzy sobie, aby Slota i jego partia znaleźli się w następnym rządzie.

Nowe karty rozdawane są szybko, a jedynym, który jeszcze się waha, jest Béla Bugár. Zakładając nową partię, podzieliłby on mniejszość węgierską na dwa obozy (ale wciąż ma możliwość porozumienia się z Csákym w sprawie wystawienia wspólnej listy w wyborach, które odbędą się za rok). Nie robiąc nic, pozostawiłby w rękach „strażników ognia” kwestię stosunków słowacko-węgierskich. Wielu Słowaków czeka na jego decyzję Choćby z racji swojego poczucia humor i umiarkowania jest bardziej popularny od wielu słowackich polityków.

Widziane z Węgier

Madziarska kultura potrzebuje ochrony

Węgrzy zachowują w pamięci uraz związany z wypędzeniem ich rodaków – wraz z Niemcami sudeckimi – z Czechosłowacji w 1945 roku. Madziarzy, tworzący językową wysepkę w sercu Europy, chcą ocalić własną mowę, a więc i wszystkich węgierskojęzycznych mieszkańców regionu – zauważa prasa węgierska ta krajowa i ta wydawana przez mniejszość na Słowacji. Co jest nie do przyjęcia dla Słowaków, wśród których żyje największa w Europie węgierska diaspora, stanowiąca blisko 10 proc. ludności. Widmem ich autonomii chętnie straszy Słowacka Partia Narodowa, wchodząca w skład koalicji rządzącej,. Polemika odżyła na początku maja, przy okazji wiedeńskich obchodów dwudziestej rocznicy rozmontowania żelaznej kurtyny: wystarczyło, aby lider Fideszu, największej prawicowej partii na Węgrzech, wspomniał o „Basenie Karpackim”, a już słowacki premier Robert Fico i lider nacjonalistów Ján Slota rozpętali histerię podszytą antywęgierską fobią. A jednak przy tej samej okazji ministrowie spraw zagranicznych Węgier i Słowacji wykonali pojednawczy gest, wzywając do utworzenia „regionu dunajskiego” i wspólnych przedstawicielstw dyplomatycznych w najbardziej oddalonych krajach.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat