W szponach „medialnej demokracji”

Kronen Zeitung (powszechnie nazywana „Krone” ) to największa i najbardziej wpływowa gazeta w Austrii. Ma trzy miliony odbiorców, co oznacza, że czyta ją niemal połowa dorosłych Austriaków. 89-letni redaktor naczelny Hans Dichand nie waha się posługiwać nią jak wyjątkowo skutecznym narzędziem walki politycznej.

Opublikowano w dniu 8 lipca 2009 o 13:03
Reklama austriackiego dziennika. Nagłówek gazety głosi: "Krone to najlepsza gazeta w kraju".

Demokracja i wolność słowa to jasno zdefiniowane pojęcia – a w każdym razie tak nam się do niedawna zdawało. Jednak ostatnie doniesienia z frontu Kronen Zeitung mogą być powodem do niepokoju. Pozornie wszystko jest w porządku. Prawa demokracji parlamentarnej i konstytucyjna wolność prasy nie zostały naruszone. A jednak dzieje się coś bardzo niedobrego.

Hans Dichand nie lubi Unii Europejskiej. W wyborach do Parlamentu Europejskiego popiera niezależnego posła Hansa Petera Martina, również zagorzałego eurosceptyka. Tygodniami na łamach gazety prowadzą rozbuchaną kampanię, dzięki której Hans Peter Martin zgarnia 17.7 proc. głosów w swoim okręgu.

Kiedy przywódca socjaldemokratycznej SPÖ Werner Faymann rzuca się do stóp wszechpotężnemu „wujkowi Hansowi”, pisząc słynny wiernopoddańczy list, od razu staje się pupilem gazety, co podnosi jego notowania. [W opublikowanym w zeszłym roku liście otwartym Faymann, wówczas kandydat na kanclerza, zmienił front bez powiadomienia swojej partii, żądając, by traktaty unijne były ratyfikowane w ogólnokrajowym referendum, a nie przez parlament, do czego od dawna wzywała eurofobiczna „Krone” .]

„Wujek Hans” nie lubi również imigrantów z Europy Wschodniej. Parlament zaostrza więc przepisy imigracyjne, a żadna z partii, za wyjątkiem Zielonych, nie śmie się temu przeciwstawić. „Wujek Hans” porzuca swojego protegowanego Faymana i w walce o urząd kanclerski zaczyna popierać Josefa Prölla. Ostatnie wieści głoszą, że ma dość Heinza Fischera, jak dotąd cieszącego się powszechnym poparciem prezydenta Austrii. Wystarczy, że Dichand powie słowo, a cały kraj nadstawia uszu.

Jak to jest, że jeden samotny 89-letni mężczyzna rozdaje polityczne karty w Austrii? Nie parlament, nie partie, nie opinia publiczna. Jest to osiągnięcie, które chociaż wywołuje grozę, budzi też respekt. Hans Dichand odkrył, że listy do redakcji mogą być polityczną wunderwaffe. Dwie strony dziennie, z hasłem do zapamiętania wytłuszczonym drukiem.

Hasło to jest bardzo chętnie podejmowane przez wiernych czytelników i codziennie serwowane w lekko zmienionej formie. Neues Deutschland [oficjalny organ partii komunistycznej] stosował tę samą metodę w dawnej NRD. Ale wtedy ludzie wiedzieli, co o tym myśleć. Dichand może słusznie powiedzieć, że w odróżnieniu od Wschodnich Niemiec Austria jest konstytucyjną demokracją, a jego czytelnicy to wolni ludzie. To tylko kwestia doboru odpowiednich słów, a tego osobiście pilnuje szef.

Następny krokiem jest rozmowa z politykami. Wolfgang Schüssel opisał, jak to działa. Jeżeli przyjmiesz nasze poglądy za swoje, będziemy cię popierać, daje do zrozumienia swoim rozmówcom „wujek Hans”. Ci, którzy odmówią, płacą karierą – bez wyjątku.

Abraham Lincoln powiedział kiedyś, że demokracja prędzej istniałaby bez rządu niż bez wolnej prasy. Prasa służy obywatelom do wymiany poglądów na tematy istotne dla wszystkich. Klasyczne demokracje przetrwały dziesięciolecia dzięki publicznej debacie.

Czy ta epoka dobiega na naszych oczach końca? Niedawno odbyła się konferencja na wysokim szczeblu pod tytułem „Demokracja: przestarzały model?”. W Rosji mówi się o „suwerennej demokracji”, a w Chinach o „demokracji autorytarnej”. Austria ma szansę wzbogacić ten dyskurs o „demokrację medialną”.

Are you a news organisation, a business, an association or a foundation? Check out our bespoke editorial and translation services.

Wspieraj niezależne dziennikarstwo europejskie

Europejska demokracja potrzebuje niezależnych mediów. Voxeurop potrzebuje ciebie. Dołącz do naszej społeczności!

Na ten sam temat